26K views, 71 likes, 2 loves, 10 comments, 4 shares, Facebook Watch Videos from Polki.pl: „Na sprawie rozwodowej moja żona pojawiła się odmieniona:
– Ja byłem tak oddany sprawie, walce z systemem, z komuną, że mój mózg pracował tylko jak tu wygrać – powiedział Lech Wałęsa. Lech Wałęsa udzielił wywiadu „Super Expressowi'' z okazji 40. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. W rozmowie wspominał, co powiedział milicji gdy przyszła, żeby zabrać go na internowanie. – Jak po mnie przyszli komuniści, powiedziałem im, że ja jestem zwycięzcą i że wbiliście ostatni gwóźdź do waszej trumny. I powiedziałem, że przyjdziecie po mnie na kolanach, to było jednak za dużo, za dużo im powiedziałem – mówi Wałęsa. Kolejny raz stwierdził, że całe jego ówczesne życie było podporządkowane walce z komunizmem, dlatego już wcześniej przygotował żonę i dzieci na taką sytuację. – Ja byłem tak oddany sprawie, walce z systemem, z komuną, że mój mózg pracował tylko jak tu wygrać – powiedział Wałęsa, dodając, że jego rodzina była na dalszym planie. Przyznał, że nie żałuje swoich decyzji, bowiem walczył w wyższej sprawie. – Zostawiłem żonę, rodzinę, dom. Ale nie żałuję tego, że ich zostawiłem, bo dokonałem wielkich rzeczy, zmian. Walka o Polskę była ważniejsza dla mnie – mówi były prezydent w rozmowie z ''SE''. Wałęsa udostępnił szokujący wpis Kilka dni temu Wałęsa udostępnił na swoim facebookowym koncie wulgarny wpis, w którym padają groźby pod adresem premiera Morawieckiego oraz jego rodziny. "Ty kłamco.. Oszuście Pisowski śmieciu okradasz i niszczysz Polaków. Sprzedałeś ziemię i myślisz że to jest normalne.. Zarabiając 14 milionów złotych.. Kim ty jesteś pajacu Pisowski.. Wstyd że Polską rządzi mafia je***a pisowska.. Okradająca wszystkich I idąca po trupach do celu.." – czytamy we wpisie podpisanym przez internautkę posługującą się nickiem "Iwona Dorota". Czytaj też:Macierewicz: Żaden zbrodniarz stanu wojennego nie został skazanyCzytaj też:Ziemkiewicz: Szokująca i trudna do przyjęcia prawda o Michniku Źródło: Super Express / Rodzice chłopców słysząc to, natychmiast podjęli działania. Syn brutalnej seniorki dojechał tam szybciej niż zwykle. Wściekły wdarł się do domu i zastał matkę z zaczerwienionym policzkiem. Okazało się, że gdy dziadek usłyszał płacz wnuków, natychmiast zareagował i po raz pierwszy w życiu podniósł rękę na żonę.

Nasze życie opiera się na błędach. Trudności, z którymi mamy do czynienia, to nasze lekcje życia. Jesteśmy ludźmi i to normalne, że popełniamy błędy, uczymy się na nich i staramy się ich nie powtarzać w przyszłości. Historia, która zostanie teraz opowiedziana, może wydawać się dla kogoś ciekawa i pouczająca, a na kimś innym nie zrobi żadnego wrażenia. Jednak nauczy każdego czegoś. Warto wziąć pod uwagę nie tylko swoje czyny, ale także innych, z których można również wyciągnąć lekcję. „Byłem żonaty przez około pięć lat, poślubiłem najpiękniejszą kobietę na świecie. Z biegiem czasu urodziło się nam dziecko, a potem drugie. Moja żona się postarzała, co było widoczne na jej twarzy. Pojawiły się plamy starcze i drugi podbródek. Często zaczęła nieprzyjemnie pachnieć, zapomniała co to fryzjer czy lakier do paznokci. Moja kiedyś piękna żona, przestała być dla mnie atrakcyjna. Często podróżowałem służbowo. Podczas jednego takiego wyjazdu, poznałem niesamowicie piękną dziewczynę. Jedna szalona noc, która przerodziła się, w trwający kilka miesięcy, dyskretny romans. Wtedy postanowiłem odejść od żony. Minęły dwa lata od naszego rozwodu. Pewnego dnia, spacerowałem po parku i zobaczyłem moją byłą ukochaną. Nie od razu uwierzyłem własnym oczom. Zatrzymałem się i zacząłem się uważnie przyglądać byłej żonie. Miała na sobie krótką czerwoną sukienkę, jej nogi były szczupłe jak u topmodelki. Nigdy nie wyglądała tak pięknie i elegancko. Seksowna i zadbana, przyciągała wzrok wszystkich przechodniów. Moja była żona jest matką dwójki dzieci, moich dzieci. Kiedy byliśmy razem, nigdy jej nie pomagałem w domu ani w opiece nad dziećmi. Dlatego nie miała czasu na zadbanie o siebie. Zastanawiałem się, czy to było dla mnie takie ważne, że nie goliła nóg i że nie dbała o fryzurę. Przecież wtedy była szczęśliwa, bo dbała o rodzinę, i to było dla niej ważniejsze niż wygląd. Jeśli chodzi o mnie, wtedy wolałem piękne ciało i twarz. Nie doceniałem tego, co miałem… Dopiero z czasem zdałem sobie sprawę, co jest dla mnie naprawdę ważne. Kiedy kogoś kochasz, nie ma znaczenia, jak ten ktoś wygląda. W końcu to wszystko przemija. Nasze dzieci były małe, a ona oddała im wszystko. Z biegiem czasu poznała mężczyznę, który w pełni dał jej własną przestrzeń, aby mogła robić coś dla siebie. I wykorzystała to. Teraz jest piękna nie tylko wewnątrz, ale także na zewnątrz”. Ta historia naprawdę sprawia, że zaczynasz zastanawiać się, jakie mamy wartości w życiu. Często nie jesteśmy uczciwi wobec otaczających nas ludzi. Wymagamy dużo, ale nie dajemy niczego w zamian. Dlatego zawsze warto zacząć od siebie. Nigdy nie musisz się równać z kimś, a tym bardziej próbować kogoś zmienić. Trzeba być najlepszą wersją siebie, być życzliwym i dawać to dobro ludziom wokół nas.

W wieku 58 lat zostawiłem żonę dla młodszej stażystki o prawie 30 lat. Teraz uświadamiam sobie, jak głupi byłem!

Lech Wałęsa w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. został zatrzymany i internowany. Były przewodniczący „Solidarności” przyznał, że był na przygotowany. Były prezydent wspomniał, że przez walkę z komuną odstawił na dalszy plan rodzinę. 13 grudnia 2021 r. będzie miała 40. rocznica wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. w Stoczni Gdańskiej kończyły się obrady Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. W tym czasie zaplanowano aresztowania opozycjonistów. Zatrzymany i internowany został ówczesny przywódca „Solidarności” Lech Wałęsa. Były prezydent z tej okazji porozmawiał z „Super Expressem”. – Jak po mnie przyszli komuniści, powiedziałem im, że ja jestem zwycięzcą i że wbiliście ostatni gwóźdź do waszej trumny – przyznał Wałęsa. Były przewodniczący „Solidarności” dodał, że „przyjdą po niego na kolanach”, ale zdał sobie sprawę, że niepotrzebnie to rzucił te słowa. – Wiedziałem, przeczuwałem, że oni, chcą mnie odłączyć, internować. Ale postanowiłem, że nie dam się – ujawnił były prezydent. Lech Wałęsa o walce z komuną. „Rodzina, dzieci, żona, dom były dalej” Wałęsa podkreślił, że całe swoje życie podporządkował obaleniu komuny. – Ja byłem zdecydowany, przygotowałem żonę, rodzinę, to internowanie nie zaskoczyło. Grałem bohatera. Ja byłem tak oddany sprawie, walce z systemem, z komuną, że mój mózg pracował tylko jak tu wygrać, jak dołożyć komunie etc. Rodzina, dzieci, żona, dom były dalej – opowiadał noblista. – Poświęciłem się całkowicie sprawie, walce z komuną, a nie żonie, dzieciom. Zostawiłem żonę, rodzinę, dom. Ale nie żałuję tego, bo dokonałem wielkich rzeczy, zmian. Walka o Polskę była ważniejsza dla mnie niż rodzina, dzieci, żona. Maksymalnie pracowałem, aby być najlepszym – podsumował wątek ówczesny przywódca „Solidarności”. Czytaj też:Stan wojenny. Polowanie na „Solidarność” zaczęło się w środku nocy

Kto może otrzymać niezrealizowane świadczenie? Do wypłacenia takich świadczeń mają prawo małżonkowie lub dzieci zmarłej osoby, jeśli prowadziły ze świadczeniobiorcą wspólne gospodarstwo domowe. Następnie w drugiej kolejności świadczenie to należy się dzieciom oraz małżonkom, którzy nie prowadzili wspólnego gospodarstwa domowego, natomiast dopiero na końcu osobami „Ja pani to opowiem, pani niech po swojemu napisze. Innym facetom ku przestrodze. Im się wydaje, że nagle zaczną nowe życie. Tylko to „nowe” wcale nie jest takie różowe. No więc jak zobaczyłem wtedy żonę, to miałem ochotę się rozpłakać. Ona szła zagadana z koleżanką. Ubrana była w swoją ulubioną kurtkę, tyle lat ją już nosi, nadal w niej dobrze wygląda. Żona nigdy nie przywiązywała uwagi do mody. Ale fryzurę ma inną, fajnie jej w tych włosach. Ale to już nie jest moja żona, choć ja nie umiem o niej powiedzieć – moja była. Jakoś to mi kiepsko wychodzi po ponad 20 latach małżeństwa, choć jesteśmy prawie trzy lata po rozwodzie. Tak, rozwód był przeze mnie, bo się zakochałem, a przynajmniej tak mi się wydawało. Dziś myślę, że zwyczajnie mi coś odbiło, ale jest już za późno. Nie chcę za wiele mówić o sobie, ale prowadzę niszowy zakład usługowy, do którego przyjeżdżają raczej sytuowani ludzie. No, dobrze mi wyszło z moją firmą, kilka lat temu bardzo się rozwinąłem. To było w sumie moje nieszczęście. Zaczęli przyjeżdżać faceci, tacy w moim wieku i trochę starsi, typ takich wiecznych młodzieńców. Sportowe stroje, samochody terenowe, lubią weekendowe wyjazdy na off-roady. Kiedyś mnie zaprosili, żona nie chciała jechać, to sam pojechałem. Super zabawa, zakrapiana kolacja, nocleg w wynajętym domu na pustkowiu. Oni byli ze swoimi kobietami. Każda zdecydowanie młodsza, zadbana, szczupła, długie włosy, modne ciuchy. Radosne, wesołe, energiczne, śmiejące się nieustannie. Zabawa była przednia. Pozazdrościłem im tego luzu, tego innego życia. Bo co ja z żoną miałem za atrakcje? Mamy dorosłą córkę, wyprowadziła się z domu. Czasami chodziliśmy do kina, czasami do znajomych. Wracałem z pracy, pichciłem kolację dla nas dwojga, bo bardzo lubię gotować. Potem ja przed telewizor, mecz albo wiadomości, ona z książka, albo seriale oglądała na kompie. Gadaliśmy o zwykłych sprawach, trzeba kran naprawić, bo cieknie, kupić wodę, bo się już kończy. Więc jak zobaczyłem to inne życie, tych facetów inaczej ubranych, to pomyślałem, że oni mają super. Adrenalina, piękne kobiety, masa różnych atrakcji. Zacząłem z nimi wyjeżdżać, zawsze sam, nawet tak wolałem, bo chyba bym się wtedy wstydził swojej zwykłej żony im pokazywać. No tak, wiem, jestem idiotą, ale wtedy mnie zaćmiło kompletnie. Kupiłem samochód terenowy, zmieniłem styl ubierania, modne dżinsy, sportowa kurtka. Nawet fryzurę zmieniłem. Żona pukała się w głowę, pytała, czy ze mną wszystko w porządku. Ja jednak się czułem tak, jakby mi skrzydła u ramion urosły. Na jeden z wyjazdów koledzy wzięli dla mnie towarzyszkę, nazwijmy ją Kamila. Pracuje w marketingu u jednego z moich nowych kolegów. Też szczupła, zadbana, długie ciemne włosy, tipsy po kilka centymetrów, nieskazitelny makijaż. I tak się zaczęło. Zakochałem się w niej bez pamięci, zaczął się mój płomienny romans. Nie spałem, nie jadłem, żona głupia nie jest. Od razu się domyśliła. Powiedziała, że muszę podjąć decyzję. A ja oczywiście wybrałem Kamilę, dziewczynę, której prawie nie znałem. Mówi do mnie „Misiaczku”, co na początku bardzo mis się podobało, teraz wręcz mnie wkurza. Jest 15 lat ode mnie młodsza. Tryska energią i pomysłami. Wracam styrany z pracy i słyszę od progu: Misiaczku, zaraz idziemy na degustację wina,kupiłam bilety na koncert, wyjeżdżamy znowu na weekend, mamy zaproszenie na poranny lot balonem. Można powiedzieć, że jest cudownie. Ale ja zwyczajnie nie mam siły na te wszystkie atrakcje, wiele z nich jest dla mnie nudna. Właściwie prawie nie mamy wspólnych znajomych, tylko tych facetów z off-roadu, z którymi czasami jeździmy na weekendy. Jej koleżanki są dla mnie infantylne, moi i żony znajomi odwrócili się ode mnie po rozwodzie. Został mi jeden stary kumpel. A ja? Mam dość wciągania brzucha, bycia nienagannie ubranym, łażenia z Kamilą po galeriach, brodzenia w sypialni w stercie ciuchów, za które oczywiście płacę ze swojej kieszeni. Mam dość pytań, czy lepsza kiecka różowa czy czerwona, czy dobrze wyszło jej zdjęcie, bo chce jej wrzucić na Instagram. Mam dość pozowania do idiotycznych selfie, bo wszystko musi być gdzieś tam umieszczone. Tęsknię do „nudnych” wieczorów z żoną, do tego, że pytała, jak się czuję, do prawa do tego, by być zmęczonym, do tego, by mieć na sobie stary dres i móc swobodnie leżeć na kanapie z colą w ręku. Teraz słyszę, że cola tuczy, a „Misiaczek” musi przecież ładnie wyglądać. Co gorsza, ostatnio Kamila zaczęła przebąkiwać, że to ostatni dzwonek dla niej, żeby urodzić dziecko. Na samą myśl o noworodku i pieluchach mam chęć schowania się w mysią dziurę. Ja, stary facet, mam teraz niańczyć małe dziecko, nie spać po nocach, chodzić na durne przedstawiania do przedszkola? Ślubu na szczęście nie mamy, więc będę chciał powoli wycofać się z tego związku. Najchętniej wróciłbym do domu, do żony, ale to nie jest już ani mój dom, ani moja żona i sam sobie zgotowałem taki los. Od córki wiem, że żona ma kogoś, jakiegoś faceta w naszym wieku. Podobno świetnie im ze sobą i po depresji jaką przeszła po rozwodzie, wreszcie jest zadowolona z życia. Ja zaś uważam, że zrobiłem największą głupotę, jaką mogłem. Niech pani to napisze, zanim kolejny idiota zostanie zmęczonym „Misiaczkiem”, który żałuje swojej decyzji.” 58-letni Paweł Królikowski przebywa w szpitalu. Jego żona, Małgorzata Ostrowska-Królikowska, bardzo się o niego martwi. Gdy przy szpitalnym łóżku aktora zastępują ją dzieci, pani Małgorzata wraca do domu, by utrzymać go w czystości, dodatkowo próbuje pogodzić swoje życie z wypełnianiem zawodowych obowiązków. Szanowni Państwopiszę do Państwa jako zagubiony mąż z 30-letnim stażem. Nie owijając w bawełnę niedawno zdradziłem żonę i teraz nie wiem, jak jej to Wandzię poślubiłem praktycznie tuż po zdaniu matury. Od tej pory nasze życie było po prostu cudowne, trójka dzieci, dom na przedmieściach, wielka miłość. Wandzia była i nadal jest najwspanialszą żoną, jaką mogłem sobie wyobrazić, a nawet pomimo zdrady czuję, że kocham ją na zabój i nie chcę jej stracić. Szkoda tylko, że nie pomyślałem o tym, kiedy szedłem do łóżka z do emerytury mam bliżej niż dalej wciąż pracuję i to właśnie w pracy popełniłem największy błąd w całym moim życiu. Od jakiegoś czasu czułem kryzys wieku średniego. Odnosiłem wrażenie, że w moje małżeństwo wkradła się rutyna. Dzieci odchowane, brak większych planów, potrzeba wrażeń, których brakowało mi na co dzień. Kiedy w pracy przydzielono mnie do opieki nad stażystką poczułem dreszczyk emocji. Była to młoda, zgrabna dziewczyna, istne marzenie. Zaprzyjaźniliśmy się, choć z mojej strony było to podszyte pragnieniem zdobycia jej – jednocześnie hamowałem się wciąż myśląc o Wandzi. jednak pewnego dnia, po pracy, wypiłem z tą stażystką bruderszaft, później jeszcze trochę i jeszcze, bo tak dobrze nam się rozmawiało, a później… chyba nie muszę mówić, co się wydarzyło. Nazajutrz nie wiedzieliśmy, co sobie powiedzieć, rozstaliśmy się we wstydzie oraz milczeniu. Wróciłem do domu, do zapłakanej Wandzi, która martwiła się, gdzie podziewałem się przez całą noc. Na poczekaniu wymyśliłem jakieś kłamstwo o wspólnym projekcie z kolegą i niedziałającej z którą spędziłem tamtą noc nie jest w ciąży, nasze stosunki ochłodziły się, wróciliśmy do formalnego ,,pan” i ,,pani”. W teorii mógłbym zapomnieć o całej sprawie i Wandzia o niczym by się nie dowiedziała. W praktyce nie mogę znieść myśli, że do końca życia ukrywałbym przed osobą, która mnie kocha i ufa prawdę o tym, że zawiodłem jej miłość i zaufanie. Mam tylko problem z tym, jak się do tego zabrać. Na razie każdy pomysł wydaje mi się bezsensowny. Nie wiem jak zareaguje na to wszystko moja czas myślę o tym, co się stało. Czy powinienem ją jakoś na to przygotować, czy rzucić ,,prosto z mostu” bez owijania w bawełnę i kluczenia? Co mam zrobić, jak postępować, by Wandzia zrozumiała, że jestem świadom błędu, jaki popełniłem i był to jednorazowy wyskok, którego bardzo żałuję? Nie chcę jej stracić, chcę powiedzieć jej prawdę. Proszę o pomoc, może mają Państwo jakąś radę?Pozdrawiam Państwa Panie,przede wszystkim należy rozpocząć od tego, że jest jeden pozytyw w całej tej sytuacji – fakt, że postanowił Pan przyznać się do swojego błędu, żałuje go Pan i chce spróbować go naprawić, a to jest bardzo dużo. W tym momencie za późno jest już na ocenianie tego zachowania i zbędne moralizatorstwo, ponieważ przysłowiowe mleko się wylało. Teraz należy poszukać odpowiedniego i możliwie najbardziej racjonalnego rozwiązania całej tej sytuacji, a w nim najważniejszą osobą jest Pańska żona i to ona jest należy dochodzić przyczyny?Jak Pan zapewne wie, przyczyn zdrady może być nieskończenie wiele. Alkohol, zbyt silna pokusa, rutyna w związku czy brak spełnienia. Tak naprawdę każda bardziej kreatywna wymówka może stać się pseudoargumentem. Sęk w tym, że w tym przypadku nie ma wymówek i nie ma logicznych argumentów, bo nic nie usprawiedliwia tego co Pan zrobił. W swoim liście stwierdził Pan, że popełnił błąd i bardzo tego żałuje, dlatego też kwestię ewentualnych wymówek przemawiających za Panem możemy pominąć, bo ma Pan w sobie na tyle samokrytyki, że na szczęście nie trzeba tego robić. Twierdzi Pan też, że Pańskie małżeństwo jest udane, szczęśliwe i nigdy niczego Panu w nim nie brakowało. Czy aby na pewno? Skoro pozwolił sobie Pan na przelotny romans, to może warto się zastanowić czy wszystko funkcjonuje między Panem i Pańską żoną tak perfekcyjnie jak Pan to opisuje? A może to właśnie ta perfekcja doprowadziła Pana do poczucia rutyny? Wspomniał Pan, że pobraliście się zaraz po maturze. Być może w obecnym okresie życia zapragnął Pan doświadczenia czegoś nowego skoro od początku swojej dojrzałości był Pan z jedną kobietą? Nie będziemy dochodzić przyczyn, ponieważ tak jak już wspomniałem – to się stało. Warto teraz skupić się na jej to powiedzieć?Podjął Pan decyzję o tym, żeby o wszystkim powiedzieć małżonce. To bardzo słuszna decyzja, dzięki której mamy już następny pozytyw. Jeżeli chce Pan, aby żona Panu wybaczyła to przede wszystkim musi się Pan zachowywać odpowiedzialnie i dojrzale jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało. Myślę, że rzucanie, jak Pan to ujął: „prosto z mostu” nie będzie najlepszym pomysłem. W takiej sytuacji Pańska żona może uznać, że Pan sobie żartuje, albo po prostu w to nie uwierzy. W końcu w jej mniemaniu jest Pan osobą godną zaufania, mimo że to zaufanie Pan zawiódł. Przede wszystkim nie powinien Pan udawać teraz przykładnego męża, który wita żonę kwiatami i próbuje wkupić się w jej łaski, aby ją jakoś ugłaskać przed ogłoszeniem „wyroku”.Takie zagrywki są dobre dla tanich i tchórzliwych amantów, a nie statecznych i odpowiedzialnych za swoje czyny mężczyzn. Po prostu niech Pan będzie taki, jakiego żona Pana zna od zawsze. Po drugie proszę nie doszukiwać się winy w małżonce, bo to tylko i wyłącznie Pan zawinił i weźmie Pan za to całą odpowiedzialność. Po trzecie radziłbym również nie zwlekać z rozmową na ten temat. Jeżeli żona dowiedziałaby się od osób trzecich o Pańskim wyczynie, to wtedy Pańskie szanse zmalałyby wielokrotnie. Może wydawać się to absurdalne, ale kobiety łaskawiej patrzą na mężczyzn, którzy sami przyznali się do czego więc zacząć? Tak naprawdę wszystko to co opisał Pan w swoim liście mogłoby znaleźć się w rozmowie, którą Pan przeprowadzi z małżonką. Sugerowałbym zaproponować żonie rozmowę, zwyczajną osobistą rozmowę. Odradzałbym Panu również jakieś formy przygotowania żony do tej rozmowy, bo to że będzie miała w tym momencie dobry humor to naprawdę niczego tutaj nie zmieni. Warto, aby zadbał Pan o jej reakcję pod względem zdrowotnym. Jeżeli żona ma słabe nerwy, problemy z sercem czy ciśnieniem to proszę to uwzględnić. To Pan w tym momencie bierze za nią odpowiedzialność. Jeżeli chodzi o sam przebieg rozmowy to radziłbym przygotować się do niej merytorycznie, tak aby Panu nic nie umknęło. Jednak nie układałbym zdania po zdaniu, ponieważ w dialogu tak po prostu się nie da. Sugerowałbym powiedzieć jej o tym, że poznał Pan w pracy młodą kobietę i doszło między wami do jednorazowego przedstawiałbym argumentów w stylu: „byłem pijany”, „zapomniałem się”, „nie mogłem się powstrzymać” – to może rozzłościć żonę jeszcze bardziej lub zwyczajnie w przypływie skrajnych emocji rozśmieszyć. Moim zdaniem powinien Pan podkreślić, że nie ma dla Pana żadnego wytłumaczenia i że bierze Pan wszystko na siebie. Cała odpowiedzialność spoczywa na Panu. Oczywiście, należy podkreślić, że nie łączy was żadna bliższa relacja i to był pierwszy i ostatni rozmowy z żonąBez względu na reakcję Pańskiej żony powinien Pan dać jej wybór i czas. Odradzałbym błaganie o przebaczenie bo w tym przypadku to jak bicie głową o ścianę. Proszę powiedzieć o swoich uczuciach, o tym że Pan ją bardzo kocha, szanuje i zrobi Pan wszystko, żeby naprawić swój błąd, ale uszanuje Pan każdą decyzję jaką Ona podejmie, bez względu na konsekwencje. Radziłbym mówić do niej bez zbędnego słowotoku, ponieważ w całym tym szoku, naprawdę niewiele uda jej się z tego wszystkiego zrozumieć i zapamiętać. Proszę również liczyć się z tym, że na jednej rozmowie się nie skończy – zakładając, że Pańska małżonka będzie chciała w ogóle z Panem rozmawiać. Bez względu na wszystko proszę okazać jej szacunek, dać jej wolną wolę i w żaden sposób na nią nie naciskać. Nie mogę przewidzieć jej reakcji, ponieważ nie znam jej tyle co Pan. Wiadomym jest jednak, że wywierana presja działa które może Pan odbudować jest obecnie tylko i wyłącznie w rękach Pańskiej żony. Nie ma uniwersalnej metody na rozmowę, w której ktoś przyznaje się do zdrady, nie ma wzoru ani szablonu. Wszystko zależy od osobowości partnera i to ona determinuje sposób odbioru takiej wiadomości. Przede wszystkim należy drugiej osobie okazać szacunek dla jej decyzji, uczuć, emocji oraz Baranowski Post Views: 5 672 - Baba jak baba, dobra jak każda inna, może niezbyt ładna, ale uległa, na żonę w sam raz. Będziesz miał ciepły obiad, wyprasowane ciuchy i kobietę do łóżka – mówili mi kumple. Wzięliśmy ślub, a ja powiedziałem jej, że pójdzie pracować po porodzie, bo nie będę łożyć na nią pieniędzy. 1 2013-12-07 15:13:54 jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Temat: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuChciałbym opisać Wam krótko moja historię, bo nie wiem skąd szukać rady. Żaden mój przyjaciel mi nie pomoże, bo nikt z nich, a pewnie i większość mężczyzn nie jest w stanie zrozumieć złożonej natury kobiet i ich nadzwyczajnej wrażliwości. Liczę, że któraś z Was pomoże mi zrozumieć co się dzieje i doradzi co zrobić wszystko, by odzyskać kobietę mojego życia. A zrobię wszystko...Poznaliśmy się kilka lat temu w pracy. Zaczęło się od drobnych rozmów i żartów, by z czasem przerodzić się w gorące uczucie. Wszystko od początku było bardzo złożone, bo ja byłem po rozwodzie, a ona tkwiła w rozpadającym się małżeństwie. Byliśmy jeszcze młodzi, bo krótko po trzydziestce. Mówiła mi, że odejdzie od męża i nie ma to związku ze mną, ale ja w to nie wierzyłem, bo wiedziałem, że gdyby mnie nie poznała to dalej żyłaby z mężem. Było mi z tym bardzo trudno, bo sam przeżyłem odejście żony. Próbowałem ją nawet od tego odwieść, ale widząc jej determinację postanowiłem pozostawić tę decyzję jej samej. Gdy w końcu rozstała się mężem kupiła własne mieszkanie (ja również mam swoje, ale mieszkam w innym mieście - oddalonym od niej o 40 km). Razem remontowaliśmy je przez pół roku i kiedy w końcu wszystko było gotowe ona zapytała kiedy się do niej wprowadzę. Ja nie byłem na to gotowy... W moim mieście mam syna, z którym regularnie się spotykam i bałem się, że gdy się wyprowadzę moje relacje z synem się załamią. Nie bez wpływu na tą sytuację pozostawała też moja była żona, która bez przerwy powtarzała mi, że znalazłem sobie nową rodzinę i nie interesuję się synem. Moja kobieta ma bowiem dzieci - syna i córkę, z którymi bardzo mocno się związałem. Żyliśmy więc przez trzy lata na odległość. Jeździłem do niej zawsze, gdy nie spotykałem się z synem. Wakacje spędzaliśmy zawsze razem z dziećmi. W końcu to rozdarcie pomiędzy dwa światy - mój z synem w moim mieście i jej z dziećmi w jej mieście przytłoczyło mnie na tyle, że przestałem się z nią spotykać. Myślałem wówczas, że nie jestem w takim życiu szczęśliwy i nie ma to sensu. Ona cały czas zabiegała o ten związek, walczyła, robiła wszystko żeby go ratować. W zasadzie poświęciła swoje życie by być ze mną, a ja to odrzuciłem. Pozostawałem niewzruszony. Takie rozstanie już raz miało miejsce - pół roku temu, ale dzięki jej walce wtedy wróciłem do pierwsze dwa miesiące po rozstaniu pisaliśmy do siebie i czasem rozmawialiśmy przez telefon. W końcu ona odpuściła. Minął kolejny miesiąc, a ja nie mogłem przestać myśleć o tym, co zrobiłem. W jaki podły sposób się zachowałem. Nie potrafiłem poświęcić niczego, by z nią być. Z dnia na dzień mój niepokój wzrastał, zacząłem rozumieć, że życie bez niej nie ma sensu. Podjąłem próbę by ją odzyskać. Na początku napisałem kilka razy pytając, co u niej słychać, ale zbyła mnie krótkimi odpowiedziami. W końcu wyznałem jej wszystko, co do niej czuję i poprosiłem by, jeśli coś jeszcze do mnie czuje, dała mi szansę, bym mógł wszystko naprawić. Zapytała jak sobie to wyobrażam, a ja odpowiedziałem, że poświecę całe moje dotychczasowe życie by tylko z nią być, że z nią zamieszkam i wreszcie stworzymy prawdziwą rodzinę. Od tego czasu minął już ponad miesiąc, ona wciąż się zastanawia. Ma na głowie dużo spraw w pracy więc wciąż jest zajęta. Ja myślę tylko o niej i nie daję sobie z tym rady. Nie śpię, nie jem, biorę tabletki uspakajające, czasem myślę nawet o tym, by ze sobą skończyć. Gdy gdzieś wyjeżdża służbowo i nie odpowiada na żadne wiadomości wydaje mi się, że skonam. Wyobrażam sobie wtedy, że kogoś ma. Pytałem ją kilka razy, czy kogoś poznała, bo nie wiem skąd bierze siłę, by traktować mnie w tak obojętny sposób. Mówi, że nikogo nie ma. Gdy pytam ją wprost, czy mnie kocha to nie odpowiada... Mówi, że musi zastanowić się nad odpowiedzią, bo ma obawy i wątpliwości, czy jak się zgodzi by być ze mną to jej znów nie zostawię. Ja jeż przyrzekałem, że zrobię wszystko by była szczęśliwa i ona będzie zawsze na pierwszym miejscu, ale jej to nie przekonuje. Muszę powiedzieć, że nigdy nie byłem wylewny w rozmowie o swoich uczuciach i to, co jej wyznałem było dla mnie przekroczeniem dużej wewnętrznej bariery. Ona o tym wie, ale to i tak nic nie mam robić? Mam czekać? Gdyby chciała być ze mną to dałaby mi choć jakąś małą nadzieję, a tu nic... Mam się pogodzić z tym, że jej nie odzyskam? Nie jestem w stanie. 2 Odpowiedź przez Leila01 2013-12-07 16:15:30 Leila01 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-11 Posty: 2,752 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu Pierwsze rozstanie, nie chciałeś z nią być:jano011 napisał/a:...rozstanie już raz miało miejsce - pół roku temu, ale dzięki jej walce wtedy wróciłem do rozstnie, nie chciałeś z nią być:jano011 napisał/a:Ona cały czas zabiegała o ten związek, walczyła, robiła wszystko żeby go ratować. W zasadzie poświęciła swoje życie by być ze mną, a ja to potem nagle refleksja i chęć naprawy:jano011 napisał/a:Przez pierwsze dwa miesiące po rozstaniu pisaliśmy do siebie i czasem rozmawialiśmy przez telefon. W końcu ona odpuściła. Minął kolejny miesiąc, a ja nie mogłem przestać myśleć o tym, co zrobiłem. W jaki podły sposób się zachowałem. Nie potrafiłem poświęcić niczego, by z nią być. Z dnia na dzień mój niepokój wzrastał, zacząłem rozumieć, że życie bez niej nie ma sensu. Podjąłem próbę by ją odzyskać. Na początku napisałem kilka razy pytając, co u niej słychać, ale zbyła mnie krótkimi odpowiedziami. W końcu wyznałem jej wszystko, co do niej czuję i poprosiłem by, jeśli coś jeszcze do mnie czuje, dała mi szansę, bym mógł wszystko naprawić. Gdy gdzieś wyjeżdża służbowo i nie odpowiada na żadne wiadomości wydaje mi się, że skonam. Wyobrażam sobie wtedy, że kogoś napisał/a:Pytałem ją kilka razy, czy kogoś poznała, bo nie wiem skąd bierze siłę, by traktować mnie w tak obojętny się pogodzić z tym, że jej nie odzyskam? Nie jestem w Ty skąd brałeś siły?Zostawiłeś ją już dwa razy. Porzuciłeś mimo, że walczyła. Wybierałeś wszystko inne niż to ja miała podjąć decyzję to absolutnie nie dawałabym już pewnością trudno by mi było, ale strach, obawa, niepewność, brak zaufania ją zraniłeś i da wam szansę to będę zaskoczona. To my tworzymy nasze własne przeznaczenie... 3 Odpowiedź przez jano011 2013-12-07 16:30:15 jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuNie mam pojęcia, czym się kierowałem. Sam próbuję to zrozumieć. Mówiłem jej, że moje szczęście się nie liczy, bo najważniejsze żeby mój syn był szczęśliwy, że ma ojca. Dziś wiem, że to idiotyczne myślenie, bo jedno nie przekreśla że bardzo ją zraniłem. Nie mogę sobie tego wybaczyć. Przepraszałem ją na wszelkie możliwe sposoby, ale zdaję sobie sprawę z tego, że to za mało. Walczę, bo chcę choć w części naprawić tę krzywdę. Gdyby dała mi szansę to całe moje życie byłoby jednym wielkim "przepraszam" za to, co było...Pasujemy do siebie jak mało kto. Wierzę, że to dla niej ma znaczenie. Ona mówi, że próbuje na nowo osadzić mnie w swoim życiu, ale nie wie, czy tego kółko powtarzam jej jak wiele dla mnie znaczy i nie wiem, czy nie przesadzam, bo to jest chyba zbyt natrętne... 4 Odpowiedź przez Foxterier 2013-12-07 17:01:18 Foxterier Cioteczka Dobra Rada Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-09-13 Posty: 394 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu No tak, dwa razy ją zostawiałeś a ona błagała o powrót, za trzecim razem też myślałeś że będzie błagać i się przeliczyłeś, a teraz gorzkie żale, bo sobie książę uświadomił, że to jednak wymarzona księżniczka. Problem w tym, że ona też ma uczucia i może znudziło jej się dostosowywanie do Twojego życia, Twoich dzieci i Twoich że zrozumiałeś błąd, ale to nie oznacza, że da się go naprawić. Można go jedynie uniknąć na przyszłość. Bywa i tak. 5 Odpowiedź przez jano011 2013-12-07 17:20:17 jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuObawiam się, że ona tak właśnie myśli, ale to nie do końca tak jest. Wcześniej rzeczywiście zachowywałem się jak prawdziwy cham, bo nie starałem się jej zrozumieć. To, co stało się ze mną ostatnio to nie wynik jakiegoś chwilowego focha - bo mi się zatęskniło i w sumie to fajnie było to trzeba by wrócić. Ja wreszcie wszystko zrozumiałem. Dla mnie to fundamentalna zmiana stosunku do życia i ludzi. Szkoda, że tak późno. Ale rzeczywiście masz rację, takie są fakty. "Książę sobie uświadomił". Żal mi siebie. Jestem żałosny. 6 Odpowiedź przez Leila01 2013-12-07 20:00:11 Leila01 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-11 Posty: 2,752 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu Zepsułeś coś, co mogłoby być Twoja partnerka zmieni zdanie... To my tworzymy nasze własne przeznaczenie... 7 Odpowiedź przez jano011 2013-12-07 21:38:42 jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuŻyję taka nadzieją. Ona ma wielkie serce, ale nie wiem, czy znajdzie na tyle sił, by znów mi zaufać. 8 Odpowiedź przez Remi 2013-12-07 23:12:12 Remi Net-Facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-25 Posty: 5,472 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu Myślę, że Ona dużo przeszła i wiele łez wylała. Miała wiele pragnień, chęci. Ale czasem to wszystko się wypala, gdy przekroczona zostaje linia. Po jej przekroczeniu nie ma już powrotu. Ja nie wiem, czy ta linia została przekroczona u Ciebie jano011. Ty piszesz o słowach tylko, a czyny? Co robisz by była? Zasyp ją smsami, telefonami, swoim uczuciem, niech czuje ciężar twojego pragnienia, niech wie, że cierpisz, że ci źle, że ją pożądasz i tylko ona się liczy, jedź do niej spontanicznie, wyślij jej kwiaty, zrób prezenty. Nic nie mówi ona, może czeka. A Ty złam jej opór, swoim uczuciem, przed siłą emocji nikt się nie oprze. Spróbuj, jeśli nie uda się, zrobiłem co mogłeś, jeśli uda się to masz kobietę po kres swych dni. Powodzenia. Raz się żyje, więc przestań patrzeć, na to co powiedzą inni tylko :Rób to co uważasz za stosowne ! 9 Odpowiedź przez jano011 2013-12-08 00:17:14 jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuRemi, dziękuję za rady. Robię wszystko, o czym piszesz. Momentami zastanawiam się, czy nie przesadzam, bo może Ona potrzebuje trochę spokoju i mam wrażenie, że może to być dla niej uciążliwe. Powiedziała mi nawet, żebym nie oczekiwał od niej decyzji "tu i teraz", bo to wszystko to kwestia poukładania sobie tego w głowie. Zapytałem jej nawet wprost, czy jeszcze coś do mnie czuje, bo nie wierzę żeby tak wielkie uczucie do mnie tak szybko wygasło, na co odpowiedziała, że nie twierdzi, że wygasło i nie jest to kwestia uczuć tylko obaw i wątpliwości, które w sobie nosi. Ciężko mi być cierpliwym, ale to chyba jedyne, co mi pozostaje. Oczywiście cały czas staram się by nie zapomniała, że jestem i kocham. 10 Odpowiedź przez optimist 2013-12-08 23:44:59 optimist Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-11-11 Posty: 9 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu jano011 myślę, że jedyne co Ci pozostało to robić to o czym wspomina Remi. Powiedzmy, że byłam w takiej samej sytuacji jak Twoja kobieta. Mam 30 lat, byłam w związku 4 lata, za każdym razem, gdy pojawiał się jakiś problem wina spadała na mnie, po 2 latach po wymianie zdań dotyczącej wspólnej przyszłości postanowił ,że chce zostać singlem a ze mną chce nadal utrzymywać kontakt. Ubłagałam go wtedy, ale obiecałam sobie, że jeśli drugi raz się to zdarzy nie będę już walczyć. Przez 4 lata nie potrafił podjąć decyzji o wspólnej przyszłości, o zamieszkaniu razem. Mieszał mi w głowie : zamieszkamy u mnie a zaraz zamieszkamy u Ciebie. Wszystkie swoje plany, remont domu ( tak jak Twoja kobieta remontowała mieszkanie z myślą w zamieszkaniu razem ) i inne ustawiałam pod niego. Często był chamski i opryskliwy w stosunku do mnie. W końcu w nieprzyjemnych okolicznościach doszło do kolejnego rozstania. To on ze mnie zrezygnował, w taki sam sposób jak wcześniej. Napisał, że nasz związek zostanie na takim etapie na jakim jest, że nie zamieszkamy ze sobą i że mam sobie kogoś znaleźć i o nim zapomnieć oraz wiele innych przykrych słów. Przez jakiś czas znowu walczyłam o niego, prosiłam błagałam, przyznałam się do błędów - pomimo tego, że czułam, że tracę do siebie szacunek. Podejrzewam, że podobało mu się, że się przed nim płaszczyłam. Stało się... poznałam kogoś, przestałam się z byłym kontaktować a jeśli już to moje odpowiedzi były zdawkowe. I o dziwo zmiana o 180 st. wyczuł, że coś jest nie tak, wprost się zapytał czy czasami kogoś nie poznałam. Napisałam mu, że miał rację, że nie ma sensu tego dalej ciągnąć. Momentalnie obudził się w nim pies ogrodnika, zaczął częściej do mnie pisać, przepraszać. Czuł, że wyślizguję się mu z rąk. Jednak wiem, że nie starał się w tym zabieganiu o mnie jak Ty o swoją kobietę jano001. Najlepsze jest to, że znam go na wylot i wiem, że żałuje, ale wiem też, że to było najlepsze go mogłam dla niego zrobić. Tę lekcję sam sobie zafundował i sam sobie jest winien. Teraz ma do mnie pretensje, że chyba go nie kochałam, skoro tak szybko sobie kogoś znalazłam. Prawda jest taka, że bardzo mi na nim zależało i bardzo go kochałam, ale nie jestem masochistką, żeby wiecznie dawać sobie wiercić dziury w brzuchu. ŻYCIE JEST JEDNO. Chociaż ciężko mi o nim zapomnieć, to mogę mu tylko podziękować, że napisał mi, że mam sobie kogoś znaleźć. Poznałam faceta, który naprawdę dba o mnie i mnie docenia, coś czego nie doświadczyłam przez 4 lata. Więc nie dziw się swojej kobiecie. Ile można czekać, i tak czekała na Ciebie bardzo długo. Rozumiem, że syn jest dla Ciebie bardzo ważny, ale to wszystko można było bardzo sprawnie zorganizować - 40 km to nie taka ogromna odległość. Jeśli ona nikogo nie ma, walcz ile w Tobie sił, może uda Ci się ją złamać. Chociaż z tego co napisałeś wyczuwam, że kogoś mogła poznać. 11 Odpowiedź przez jano011 2013-12-09 16:22:27 jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuDziękuję za Twój wpis optimist. Przyznam szczerze, że gdy go przeczytałem to zrobiło mi się słabo, bo też czasem myślę, że mogła kogoś poznać. Tylko, że ja Ją o to pytałem już kilka razy i za każdym razem odpowiadała, że nie ma nikogo. Nawet raz się zdenerwowała pisząc, że nie rozumiem, co Ona do mnie mówi. Ja Jej nigdy nie powiedziałem, żeby sobie kogoś szukała. Mówiłem, że chcę pobyć sam. Mam ciągle klucze od Jej mieszkania i to jest jak na razie jedyna moja nadzieja, bo już kilka razy o tych kluczach rozmawialiśmy i nie zażądała ode mnie ich definitywnego zwrotu. Nie wiem jednak o co w tym wszystkim chodzi, bo ja walczę już od blisko 1,5 miesiąca i nie przynosi to żadnego efektu. Ja Jej nawet nie proszę o to, by od razu wróciła, ale o to by choć dała mi jakąś choćby najmniejszą nadzieję. Myślę sobie, że skoro tyle czasu to przeciąga to albo nie chce powiedzieć mi prawdy, albo jeszcze mnie kocha i może rzeczywiście rozważa powrót. Mając nadzieję mogę jeszcze czekać. W innym razie nie wiem, co zrobię, ale czuję, że mogę tego nie przeżyć... 12 Odpowiedź przez Teo 2013-12-09 16:29:19 Teo Gość Netkobiet Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu jano011 napisał/a:Dziękuję za Twój wpis optimist. Przyznam szczerze, że gdy go przeczytałem to zrobiło mi się słabo, bo też czasem myślę, że mogła kogoś poznać. Tylko, że ja Ją o to pytałem już kilka razy i za każdym razem odpowiadała, że nie ma nikogo. Nawet raz się zdenerwowała pisząc, że nie rozumiem, co Ona do mnie mówi. Ja Jej nigdy nie powiedziałem, żeby sobie kogoś szukała. Mówiłem, że chcę pobyć sam. Mam ciągle klucze od Jej mieszkania i to jest jak na razie jedyna moja nadzieja, bo już kilka razy o tych kluczach rozmawialiśmy i nie zażądała ode mnie ich definitywnego zwrotu. Nie wiem jednak o co w tym wszystkim chodzi, bo ja walczę już od blisko 1,5 miesiąca i nie przynosi to żadnego efektu. Ja Jej nawet nie proszę o to, by od razu wróciła, ale o to by choć dała mi jakąś choćby najmniejszą nadzieję. Myślę sobie, że skoro tyle czasu to przeciąga to albo nie chce powiedzieć mi prawdy, albo jeszcze mnie kocha i może rzeczywiście rozważa powrót. Mając nadzieję mogę jeszcze czekać. W innym razie nie wiem, co zrobię, ale czuję, że mogę tego nie przeżyć...A może zamiast ciągle gadać i deklarować, to zaczniesz działać? Przeprowadź się do jej miasta, pokaż jej, że działasz, że Twoje deklaracje nie są puste. 13 Odpowiedź przez jano011 2013-12-09 16:34:27 jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuTeo, przyznam szczerze, że o tym nie pomyślałem... Hmm... A może rzeczywiście to dobry pomysł? Ja już jej deklarowałem, że jeśli tylko zechce to wprowadzę się do niej, ale myślę, że gdy zrobiłbym o tym o czym piszesz to dałoby jej to do myślenia. Tylko, czy nie pomyśli, że kompletnie zwariowałem? 14 Odpowiedź przez bałałajka 2013-12-09 16:49:26 bałałajka Netbabeczka Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-08-15 Posty: 498 Wiek: 33 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu Wóz albo przewóz...skoro Ją tak kochasz jak o tym piszesz, to szukaj pracy i mieszkania w Jej mieście...zapewnij że gdyby coś, to jesteś dla Niej o każdej porze dnia...i działaj chłopie...gdyby nawet pomyślała że zwariowałeś to powiedz Jej że tak, ale tylko i wyłącznie na Jej punkcie ...gdy uznasz że wszystko zrobiłeś co tylko było możliwe, nie będziesz musiał sobie "pluć w brodę"......a swoją drogą nie dziwię się Jej, że ma wątpliwości i 3ma Cię na dystans...jest ostrożna, ma dzieci o których zapewne również myśli, i jako matka nie może im co rusz serwować dodatkowych przeżyć...musisz zrozumieć Jej postawę, która jak dla mnie jest jak najbardziej uzasadniona. Miesiącami trzymałam się obiegowej wersji: jakoś się wyczołgasz... Sporo odzyskując, często w tymże przypadku myślę, że uzyskam życie wieczne!~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~"Praw­dzi­wego mężczyznę poz­na­je się nie po tym, jak zaczy­na, ale jak kończy." ^ ^ 15 Odpowiedź przez Teo 2013-12-09 18:12:18 Teo Gość Netkobiet Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu jano011 napisał/a:Teo, przyznam szczerze, że o tym nie pomyślałem... Hmm... A może rzeczywiście to dobry pomysł? Ja już jej deklarowałem, że jeśli tylko zechce to wprowadzę się do niej, ale myślę, że gdy zrobiłbym o tym o czym piszesz to dałoby jej to do myślenia. Tylko, czy nie pomyśli, że kompletnie zwariowałem?No właśnie, bo Ty niby starasz się i walczysz, ale ciągle się asekurujesz. Bo jak ona Ci nie da nadziei to Ty tyłka nie ruszysz, bo przecież nie warto ryzykować, nie? Działaj, jak Ci tak zależy, pokazuj, a nie gadaj! Ona podjęła ryzyko, walczyła i teraz wcale jej się nie dziwie, że ona nie wie, bo swoją postawą nic nie pokazujesz poza tym, że jęczysz i biadolisz. 16 Odpowiedź przez optimist 2013-12-09 18:54:25 optimist Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-11-11 Posty: 9 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuHmmm zazdroszczę Twojej kobiecie, tego że się tak o nią starasz, Teo ma rację: działaj, bo to jedyne słuszne wyjście. Mój jedynie coś tam pomamrotał, napisał parę słów na skype i myślał, że mnie to ruszy, że wszystko samo się rozwiąże. Za dużo słów zostało powiedzianych, pewna granica została przekroczona. Patrząc na niego widziałam ścianę. Teraz powinieneś za nią biegać, niech widzi, że Ci zależy i nie myśl przy tym, że to pozbawia Cie honoru, popełniałeś błędy i pokaż jej, że chcesz je naprawiać. Nie traktuj tego co napisałam dosłownie, że może kogoś ma. Ja nie mam dzieci i łatwo mi było wejść w nową relację. Ona nie myśli o sobie, ale o przyszłości swojej rodziny. Ile to już naczytałam się historii typu "nie doceniałem jej, a teraz kiedy straciłem zrozumiałem". Ten mężczyzna z którym teraz się spotykam, był w podobnej sytuacji, nie doceniał swojej kobiety, ich drogi w pewien sposób się rozeszły, ona poznała kogoś, kto ją docenił, później zdradziła. A on i tak o nią walczył, bo mają dziecko, bo wiedział, że wina tez leżała po jego stronie. Nie pochwalam zdrady, ale czasami dochodzisz do momentu, że zdajesz sobie sprawę, że dla pewnych osób nigdy nie będziesz wystarczająco dobry. Daj znać, jak Ci poszło i życzę Ci powodzenia. 17 Odpowiedź przez Raspberry85 2013-12-09 19:06:18 Raspberry85 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-01 Posty: 56 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu optimist napisał/a:Hmmm zazdroszczę Twojej kobiecie, tego że się tak o nią starasz, Teo ma rację: działaj, bo to jedyne słuszne wyjście. Mój jedynie coś tam pomamrotał, napisał parę słów na skype i myślał, że mnie to ruszy, że wszystko samo się rozwiąże. Za dużo słów zostało powiedzianych, pewna granica została przekroczona. Patrząc na niego widziałam ścianę. Teraz powinieneś za nią biegać, niech widzi, że Ci zależy i nie myśl przy tym, że to pozbawia Cie honoru, popełniałeś błędy i pokaż jej, że chcesz je się pod tym co napisała optimist... też zazdroszczę Twojej kobiecie. U mnie było podobnie, mój ex mnie zostawił, walczyłam. Drugi raz zostawił - dałam znak, że czekam ale już nie prosiłam - on nie zrobił nic. Gdyby tylko pokazał, że mu zależy dałabym szansę. Więc walcz, bo może jest 18 Odpowiedź przez jano011 2013-12-09 22:09:39 jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuTeo, optimist, Raspberry85 - dziękuję Wam za to, że podnosicie mnie na duchu, bo dziś było ze mną naprawdę krucho. Można powiedzieć, że jestem na krawędzi... Oczywiście nie mam zamiaru siedzieć na tyłku i czekać jedynie na jakiś dar z nieba (choć i tam o to wypraszam). Mój honor i duma to ostatnia rzecz, o której teraz myślę. Piszę do Niej o wszystkim, co mam w sercu, a muszę się przyznać, że nigdy mi to nie przychodziło łatwo, bo i moje dzieciństwo i wychowanie do łatwych nie należało. I jakoś tak źle byłem zaprogramowany. Ale teraz mam gdzieś wewnętrzne bariery i jak tylko Ona da mi szansę to będę Jej to mówił przy każdej możliwej okazji. Zgodziła się jutro porozmawiać ze mną twarzą w twarz więc będę się starał jak tylko mogę, by przekazać Jej choć odrobinę tego, co do niej czuję. Mam nadzieję, że mój kiepski stan psychiczny, w którym teraz się znajduję nie przeszkodzi mi w tym. 19 Odpowiedź przez Remi 2013-12-09 23:06:25 Remi Net-Facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-25 Posty: 5,472 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu Skoro zgodziła się spotkać, to coś znaczy. Kobieta nie spotka się, jeśli nie chce, a jeśli chce to może na kawę, ale ta kawa wie, że może być słodka lub gorzka. Ty Jano wiesz jaka jest, zaurocz ją, zaskocz Raz się żyje, więc przestań patrzeć, na to co powiedzą inni tylko :Rób to co uważasz za stosowne ! 20 Odpowiedź przez jano011 2013-12-10 00:27:58 jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuRemi, postaram się. Ona jednak wie, że ja nie jestem w najlepszym stanie. Może się po prostu o mnie boi. Wiem, że stać mnie na wiele, ale nie wiem, czy będę mógł myśleć o czymkolwiek innym jak tylko o tym żeby wróciła. Ta myśl mnie paraliżuje. Niby mam świadomość, że powinienem zachować umiar, nie naciskać, nie wypytywać w kółko o to samo, ale to wszystko mnie przerasta. Nie ma chwili żebym o Niej nie myślał. 21 Odpowiedź przez Raspberry85 2013-12-10 00:38:16 Raspberry85 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-01 Posty: 56 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuTo weź się w garść - i pamiętaj o jednym, jeśli Ci się nie uda - musisz sobie z tym poradzić, świat się nie skończy. Domyślam się, że kochasz ją całym sercem, ale obawiam się, że za bardzo dostosowujesz swoje życie do jej decyzji. Nie będziecie razem - też będziesz kiedyś szczęśliwy. Taką opcję też musisz przyjąć. Osobiście trzymam kciuki - cieszę się, że są jeszcze faceci którzy walczą o swoje kobiety Jeśli da Ci szansę - nie zmarnuj tego! 22 Odpowiedź przez jano011 2013-12-10 00:51:15 jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuRaspberry85 dziękuję Ci za pokrzepienie. Masz rację, że moje życie krąży tylko i wyłącznie wokół Niej. Dobrze, że w pracy mam wrażliwe współpracowniczki, bo widzę że wszystko czują i starają się wspierać mnie swoją pracą. Tylko dlaczego do tej pory nie dostrzegałem, że wokół jest tylu ludzi o dobrych sercach, a ta najważniejsza osoba jest tak blisko mnie? Nie wyobrażam sobie mojego życia bez Niej. Nie widzę tego. 23 Odpowiedź przez Raspberry85 2013-12-10 00:56:07 Raspberry85 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-01 Posty: 56 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuBo dostrzega się jak coś lub kogoś się straci stara prawda nie mów, że nie dasz rady bez Niej - dasz, bo będziesz musiał. 24 Odpowiedź przez jano011 2013-12-10 01:12:09 jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuJa przez całe życie muszę czemuś dawać radę... Mam już tego dość. A takiej straty nie da się przeżyć. Uświadomiłem sobie, że Ona jest wszystkim. Wystarczy, że Ją usłyszę, zobaczę i mam naraz tyle siły do życia, że mógłbym góry przenosić. 25 Odpowiedź przez gejsza288 2013-12-10 01:28:52 gejsza288 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-09 Posty: 23 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuWalcz..Przypomnij sobie jak ona walczyła i pomyśl że nic od razu Trzymam kciuki;-) 26 Odpowiedź przez Raspberry85 2013-12-10 01:37:18 Raspberry85 Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-01 Posty: 56 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu jano011 napisał/a:Wystarczy, że Ją usłyszę, zobaczę i mam naraz tyle siły do życia, że mógłbym góry to samo czuję jeśli chodzi o mojego ex. I MUSZĘ dawać radę, bo nie mam wyjścia a uwierz, dałabym wszystko, żeby myślał o mnie tak jak ja o nim, czy Ty o swojej ukochanej. Jakby nie było - życzę Ci powodzenia 27 Odpowiedź przez jano011 2013-12-10 02:00:49 jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu Gejsza288, dziękuje Ci za dobre słowo. Będę walczył dopóki będzie choćby najmniejsza nadzieja. Wiem jak Ona walczyła, ale ja nie jestem tak wielki. Dla mnie każdy kolejny dzień to nóż wbity głęboko w serce. Jestem za słaby. Nawet nie wiesz jak ja Ją dziś doceniam za to, co dla mnie robiła. Moja Perełka. Jestem skończonym nie wiem jak jest w Twoim przypadku, ale widzisz ja jestem ofiarą samego siebie. I to w tym wszystkim jest najgorsze...Życzę Ci żeby Twój ex choć w ułamku czuł to co ja czuję do mojej Ukochanej, a wiem, że byłabyś wtedy szczęśliwa... 28 Odpowiedź przez optimist 2013-12-10 14:22:26 optimist Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-11-11 Posty: 9 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu " Życzę Ci żeby Twój ex choć w ułamku czuł to co ja czuję do mojej Ukochanej, a wiem, że byłabyś wtedy szczęśliwa..:Mi też tego życz Tak pomyślałam, może pokaż jej ten post i wszystkie wypowiedzi. Gdybym ja to przeczytała, ugięłyby się pode mną kolana. Raspberry85 opisała dobrze to co ja teraz czuję : "a uwierz, dałabym wszystko, żeby myślał o mnie tak jak ja o nim, czy Ty o swojej ukochanej. " Chociaż dobrze wiem, że nie warto już tego analizować, to nadal pozostaje niesmak, ze mógł się trochę bardziej postarać. Więc nie zmarnuj swojej szansy !!! 29 Odpowiedź przez sluuu 2013-12-10 14:49:19 sluuu Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-01-28 Posty: 2,077 Wiek: 31 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu Uważam, że okrutnie postąpiłeś z nią. Tym nie mniej Twój obecny zapał może przynieść pożądany przez Ciebie rezultat. "Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek AureliuszWalczę z boreliozą i bartonella 30 Odpowiedź przez Delfinek22 2013-12-10 16:42:18 Delfinek22 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-11-26 Posty: 47 Wiek: 22 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu Przezylem podobna sytuacje w zyciu... i mam taka refleksje dla Ciebie... cokolwiek nie zrobisz, wszystko zależy od niej. Nie od walcz, czasami warto 31 Odpowiedź przez jano011 2013-12-11 09:25:00 jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu optimist - życzę Ci szczęścia i dozgonnej miłości przy boku osoby, na której zawsze będziesz mogła polegać. Widzisz, ja dla mojej ukochanej nie zawsze byłem taką osobą. Popełniałem błąd za błędem - przede wszystkim błąd zaniechania. Nie mówiłem Jej, że Ją kocham, nie doceniałem Jej starań, nie wspierałem, gdy tego potrzebowała. I tak sobie myślę, że w tym dziś tkwi problem. Jeżeli uda mi się przekonać Ją do siebie to nie będzie to wyglądało tak, że pod wpływem impulsu wpadniemy sobie w ramiona. To będzie wymagało czasu i olbrzymiego - mam świadomość tego, że byłem bezdusznym, okrutnym typem. Nie cofnę czasu choć bardzo bym chciał. Chciałbym też naprawić swoje błędy, ale nie wiem, czy mi się - wiem, masz rację. Myślę tak samo. Dziękuję za zachętę. Na pewno będę walczył. 32 Odpowiedź przez jano011 2013-12-11 10:35:56 jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuSpotkałem się z Nią wczoraj. Byłem u Niej w domu przez długo, ale czasu na konkretną rozmowę nie miałem zbyt wiele. Ona w tej chwili jest bardzo zaangażowana w pracę, bo w najbliższy piątek organizuje jakąś dużą uroczystość w firmie i nawet siedzi po nocach nad tym żeby ze wszystkim zdążyć. Tak naprawdę to po tym spotkaniu mam więcej pytań niż odpowiedzi, bo coś co dla mnie, jako faceta, wydaje się oczywistym - czarnym lub białym, dla niej już takim nie jest. Muszę to wszystko pojąć, bo inaczej nic z mojej walki nie wyniknie. Proszę Was o pomoc w zrozumieniu tego wszystkiego, bo sam temu nie mi, że to wszystko nie jest kwestią uczuć i ona wie, że ja ją kocham i nie ma co do tego wątpliwości. Natomiast ma wątpliwości i obawy, co do tego, czy chce ze mną zaczynać wszystko od nowa. Że w tym wszystkim nie chodzi o mnie, a o Nią - Ona potrzebuje czasu by to przemyśleć. Zapytałem co do mnie czuje, bo uczucia to nie kwestia przemyśleń tylko serca - odpowiedziała, że to nie ma znaczenia, bo to nie o to chodzi i że ja Jej nie rozumiem. Po raz kolejny pytałem Ją, czy kogoś poznała, zdenerwowała się i mówiła, że już mi na to pytanie odpowiadała (że nie).Wiem, że Ją bardzo zraniłem i to spowodowało jakąś wielką blokadę u Niej. Ale nie mogę pojąć, że można być na te sprawy obojętnym - przecież albo się coś do kogoś czuje, albo nie. Albo się kocha, albo nie kocha lub nawet nienawidzi. Natomiast nie mogę zrozumieć tej obojętności i nie wiem jak z nią walczyć. Co mam robić jeśli to kwestia jej wewnętrznych przemyśleń? Jak na nie wpłynąć? Mam Ją zapewniać o swojej miłości, czy może to odniesie odwrotny skutek i takie bezustanne mówienie Ją tylko zniechęci? Poza tym zapewnianie o tym, co ja czuję, co jej ofiaruję, jakie mam plany i jak do tego podchodzę Ona odbiera (i pewnie słusznie) jako moje skupianie się na własnej osobie. Co robić w tej sytuacji? Jak myślę, że powinienem dać jej więcej spokoju to boję się, że brak kontaktu sprawi, że Ona sobie odpuści... 33 Odpowiedź przez Teo 2013-12-11 12:53:42 Teo Gość Netkobiet Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu Ja wiem, o co jej chodzi Kobieta po przejściach, po rozwodzie, po kolejnym zawodzie, którym byłeś Ty, wzięła się w garść. Ona stanęła na nogi. Ma zajęcia, wkręciła się w prace, ma projekty, cele. Zapewne wzięła oddech i doceniła siebie i samotność. Po co jej facet znowu? Teraz? Ona odzyskała poczucie własnej wartości, zdała sobie sprawę, że nie potrzebuje nikogo innego, sama sobie świetnie radzi. W tym momencie ona potrzebuje partnera, a nie kolejnego, niepewnego problemu. Uczucia nie mają nic do rzeczy, bo może Cię kochać, czemu nie? Ale prawdopodobnie zdała sobie sprawę, że SIEBIE kocha jej ten czas. Przestań jęczeć i wypisywać i pytać ją, czy kogoś ma. Chcesz, to przeprowadź się do jej miasta. Znajdź sobie prace, zajmij się sobą. Może, kiedy przyjdzie jej ochota na posiadanie kogoś przypomni sobie o jest już zupełnie na innym etapie. Dla niej liczy się tylko ona sama i ma kobieta racje. Ty się nagle ocknąłeś i olaboga! Czasem tak bywa, że orientujemy się zbyt jej ten oddech i zajmij się sobą. 34 Odpowiedź przez jano011 2013-12-11 13:46:02 jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuTeo, ja to wszystko rozumiem, ale problem polega na zaakceptowaniu tego stanu rzeczy. Powiedz mi, czy Ty uważasz, że nie mam wyjścia? Że nic nie jest w stanie przekonać kobiety na takim etapie do tego, aby jednak zmieniła zdanie? Albo inaczej, do tego aby uczucia (jeśli są) wzięły górę? Czy ta troska o samą siebie może być na tyle silna, aby zupełnie zagłuszyła to, co w sercu?Inna kwestia - piszesz, że ona "potrzebuje partnera", a zaraz, że "może sobie o mnie przypomni". Ale kiedy? Jak nic nie znajdzie? Nie rzecz. Skoro rzeczywiście to wszystko, co się dzieje ostatnio miałoby nic nie znaczyć to po co by rozmawiała ze mną? Po co by odpowiadała na te moje, niektóre rzeczywiście idiotyczne, pytania? Bo ja to na niej wymuszam? Mówiła mi, że Jej nie przeszkadza, że ja o nią walczę, ale sama, zbyt nachalna dlaczego nie zażądała zwrotu kluczy do mieszkania? Przecież chyba zdaje sobie sprawę z tego, że w ten sposób daje mi jakąś nadzieję... 35 Odpowiedź przez Teo 2013-12-11 14:03:03 Teo Gość Netkobiet Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu jano011 napisał/a:Teo, ja to wszystko rozumiem, ale problem polega na zaakceptowaniu tego stanu rzeczy. Powiedz mi, czy Ty uważasz, że nie mam wyjścia? Że nic nie jest w stanie przekonać kobiety na takim etapie do tego, aby jednak zmieniła zdanie? Albo inaczej, do tego aby uczucia (jeśli są) wzięły górę? Czy ta troska o samą siebie może być na tyle silna, aby zupełnie zagłuszyła to, co w sercu?Inna kwestia - piszesz, że ona "potrzebuje partnera", a zaraz, że "może sobie o mnie przypomni". Ale kiedy? Jak nic nie znajdzie? Nie rzecz. Skoro rzeczywiście to wszystko, co się dzieje ostatnio miałoby nic nie znaczyć to po co by rozmawiała ze mną? Po co by odpowiadała na te moje, niektóre rzeczywiście idiotyczne, pytania? Bo ja to na niej wymuszam? Mówiła mi, że Jej nie przeszkadza, że ja o nią walczę, ale sama, zbyt nachalna dlaczego nie zażądała zwrotu kluczy do mieszkania? Przecież chyba zdaje sobie sprawę z tego, że w ten sposób daje mi jakąś nadzieję...Widzisz, bo w tym wszystkich ciągle chodzi o Ciebie. Jest tylko Ty, Ty, Ty i Ty. Bo Ty chcesz, bo Ty cierpisz, bo Ty walczysz, bo Ty nie wiesz. A tu nie chodzi o Ciebie!W tym momencie kobieta jest na takim etapie, że nie pozwoli by uczucia wzięły górę. Poza tym, żeby tak się stało musiały by być wielkie, płomienne i nie wiem co jeszcze, a takie nie są. Zraniłeś ją, porzuciłeś, a teraz sobie nagle przypomniałeś. Czasu nie cofniesz, musisz to nic Ci nie daje, żadnej nadziei, sam się nakręcasz, sam się jej doszukujesz. Już Ci powiedziała, że Twoje starania są nachalne, a co za tym idzie masz przestać się tak zachowywać. Już Ci pisałam, przeprowadź się, zajmij się sobą i tyle. Daj jej oddechu tyle, ile będzie potrzebować. Możesz też wyznaczyć granicę, np 2 miesiące. Jeśli do tego czasu ona nie będzie umiała się określić to kończysz znajomość raz na zawsze. 36 Odpowiedź przez lilka987 2013-12-11 14:22:28 lilka987 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-11-26 Posty: 114 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu Jano011 - przeczytałam cały Twój wątek i to, co rzuca mi się od razu w oczy - Ty jesteś jeszcze bardzo niedojrzały. Rzucasz się, miotasz się, żądasz od niej natychmiastowej reakcji, która musi być zgodna z Twoimi oczekiwaniami (teraz, już, musi kochać, musimy być razem, nie pamiętamy tego co było). Wiesz, sama miłość w pewnym wieku już nie wystarczy, Ona bardzo dużo przeżyła, nie pozwoli sobie już na takie traktowanie. Jest bardzo dojrzała w tym co robi. Proponuję Ci zająć się sobą, pogodzić się z sytuacją, utrzymywać kontakt i żyć. Rozwijaj się, ćwicz cierpliwość i szacunek dla drugiej osoby. Powodzenia, będzie na pewno dobrze. 37 Odpowiedź przez jano011 2013-12-11 14:26:25 Ostatnio edytowany przez jano011 (2013-12-11 14:26:47) jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuTeo. Masz rację. Bałem się tej myśli dopuszczać do siebie, ale chyba tego nie zmienię. Patrzę przez pryzmat własnej osoby. Ona też mi to powiedziała. Nie wiem. Ona nie negowała mojej postawy w całości. Jak pytałem to mówiła, że mogę pisać lub dzwonić. Czasem jak się do niej nie odzywałem przez dzień, czy dwa to sama mnie pytała, czy sobie kogoś innego znalazłem, albo czy postanowiłem się nie że to cokolwiek znaczy. Widzę, że pewnie nic. Ciekawość. Uważasz, że powinienem całkowicie zamilknąć, czy czasem coś napisać? 38 Odpowiedź przez jano011 2013-12-11 14:33:57 jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiulilka987 dziękuję za radę. W dużej mierze masz rację. Choć ja nie żądałem od Niej tego, aby od razu zgodziła się na moją wizję świata. Ja Ją tylko błagałem o choćby najmniejszą nadzieję. Nie dostałem. Z drugiej strony - nie pozwoliłem sobie na nic innego, czego Ona nie robiła wcześniej względem mnie, gdy ja miałem wątpliwości. 39 Odpowiedź przez Teo 2013-12-12 10:31:56 Teo Gość Netkobiet Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu jano011 napisał/a:Teo. Masz rację. Bałem się tej myśli dopuszczać do siebie, ale chyba tego nie zmienię. Patrzę przez pryzmat własnej osoby. Ona też mi to powiedziała. Nie wiem. Ona nie negowała mojej postawy w całości. Jak pytałem to mówiła, że mogę pisać lub dzwonić. Czasem jak się do niej nie odzywałem przez dzień, czy dwa to sama mnie pytała, czy sobie kogoś innego znalazłem, albo czy postanowiłem się nie że to cokolwiek znaczy. Widzę, że pewnie nic. Ciekawość. Uważasz, że powinienem całkowicie zamilknąć, czy czasem coś napisać?Myślę, że powinieneś zająć się własnym życiem i własnymi sprawami. Też obawiam się, żeby ona nie wpadła w taki samozachwyt, że nagle w końcu Ty ze skóry wychodzisz, a ona się zastanawia i tak można w nieskończoność. Delikatnie mogą to sugerować te smsy jak się przez dzień nie odzywałeś. Trochę jakby sobie "odbijała". Dlatego jedynym i najlepszym rozwiązaniem w tym momencie dla Ciebie jest normalizacja i powrót do żywych. Nie odzywaj się codziennie, znajdź sobie zajmujące hobby, odetnij się trochę. 40 Odpowiedź przez jano011 2013-12-12 11:24:38 jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuTeo, dziękuję Ci za Twoje rady. Są dla mnie bardzo cenne. Powiem szczerze, że zastanawiałem się nad tym w jaki sposób potrafisz na podstawie tak szczątkowych informacji dokonać tylu trafnych spostrzeżeń? 41 Odpowiedź przez Teo 2013-12-12 16:19:43 Teo Gość Netkobiet Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu jano011 napisał/a:Teo, dziękuję Ci za Twoje rady. Są dla mnie bardzo cenne. Powiem szczerze, że zastanawiałem się nad tym w jaki sposób potrafisz na podstawie tak szczątkowych informacji dokonać tylu trafnych spostrzeżeń?Bo mądra jestem XD 42 Odpowiedź przez jano011 2013-12-13 10:37:18 jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuWiem, że to wiele nie zmieni, ale podczas ostatniej rozmowy Ona za przyczynę obecnej sytuacji, czy może raczej Jej obecnego stosunku do mnie uznała wpływ mojej byłej żony na mnie. Twierdzi, że ex cały czas mną manipuluje. Powiedziała mi, że zanim przyszedłem do Niej to powinienem porozmawiać z ex, a do Niej przyjść na samym końcu. Poszedłem za Jej radą i porozmawiałem z byłą. Faktycznie zawsze gdy mówię o tym, że chcę ułożyć sobie życie i być może zmienię miejsce zamieszkania to ex mówi mi, że znalazłem sobie nową rodzinę i nie interesuję się synem. To trochę to nie w porządku, bo wie, że kwestia dziecka jest dla mnie ważna. Jednak mnie absolutnie z nią nic nie łączy. Ma swoje życie, ja mam swoje. Powinienem powiedzieć Jej, że zrobiłem tak jak mi sugerowała i porozmawiałem z byłą? 43 Odpowiedź przez Teo 2013-12-13 11:31:54 Ostatnio edytowany przez Teo (2013-12-13 11:33:54) Teo Gość Netkobiet Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu jano011 napisał/a:Wiem, że to wiele nie zmieni, ale podczas ostatniej rozmowy Ona za przyczynę obecnej sytuacji, czy może raczej Jej obecnego stosunku do mnie uznała wpływ mojej byłej żony na mnie. Twierdzi, że ex cały czas mną manipuluje. Powiedziała mi, że zanim przyszedłem do Niej to powinienem porozmawiać z ex, a do Niej przyjść na samym końcu. Poszedłem za Jej radą i porozmawiałem z byłą. Faktycznie zawsze gdy mówię o tym, że chcę ułożyć sobie życie i być może zmienię miejsce zamieszkania to ex mówi mi, że znalazłem sobie nową rodzinę i nie interesuję się synem. To trochę to nie w porządku, bo wie, że kwestia dziecka jest dla mnie ważna. Jednak mnie absolutnie z nią nic nie łączy. Ma swoje życie, ja mam swoje. Powinienem powiedzieć Jej, że zrobiłem tak jak mi sugerowała i porozmawiałem z byłą?Nie. Powinieneś oznajmić byłej, że się przeprowadzasz do innego miasta, a potem to zrobić i dopiero spotkać się z nią i jej zakomunikować, że się przeprowadziłeś. Poza tym z tego co pamiętam, to ta odległość to jakieś 40 km? To żadna odległość i nie mam pojęcia jak to ma wpłynąć na Twoje relacje z masz robić malych "pierdów" i lecieć do swojej ukochanej z transparentem "patrz, co zrobilem!", bo, tak naprawdę nie zrobiłeś nic. Przestań gadać tylko zacznij działać. Przeprowadź się do jej miasta i pokaż tym samym, że nie rzucasz słów na wiatr i myślisz o tym wszystkim nie słowa, pamiętaj! 44 Odpowiedź przez jano011 2013-12-13 12:22:10 jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuTeo, rozumiem Twoje rady, ale jest kilka istotnych kwestii - 1. Moja Ukochana nie chce żebym zmieniał pracę - mówiła mi o tym. Pracuję na dość wysokim stanowisku w dużej firmie i znalezienie czegoś podobnego w promieniu 150 km jest niemal niemożliwe. Ona pracuje na podobnym stanowisku w innej, jeszcze większej firmie. Zawsze sobie pomagaliśmy w kwestiach zawodowych i to było jednym z dobrych elementów naszego związku. Nie pochwaliłaby takich zmian. 2. Wyprowadzić się mogę choć mam tu własne mieszkanie. Nie wiem, czy dałbym radę płacić dwa czynsze i podwójne opłaty. To niby błahostka, ale aspekt materialny ma jakieś znaczenie. Gdyby Ona sobie tego zażyczyła to bym to mieszkanie sprzedał. 3. Myślałem o wynajęciu mieszkania tam tylko nie wiem, czy to jest taki duży krok, bo ja jestem u Niej w ciągu 30 że pomyślisz, że się asekuruję, ale nie chciałbym robić rzeczy, których Ona sobie nie życzy. Myśmy przez 3 lata pracowali w jednej firmie potem ja odszedłem gdzie indziej, a pół roku później Ona. Ta zmiana była podstawą naszego pierwszego kryzysu. Niby omówiliśmy ją razem, ale uważam że podjąłem wtedy złą decyzję. Zanim się pozbierałem minęło kilka miesięcy, ale zdążyło się to odbić na związku, a Ona odczuła to że kwestia ex jest, czy była dla Niej ważna. Nawet nie przypuszczałem, że tak bardzo. Czasem pisuję jakieś wiersze i podczas ostatniej rozmowy Ona doszukiwała się w nich jakichś odniesień do ex - że to niby moje skryte uczucia. A to nic z prawdą nie ma wspólnego. Musi wiedzieć, że Ona jest o dalsze rady. 45 Odpowiedź przez Teo 2013-12-13 12:44:10 Teo Gość Netkobiet Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiu Facet, ale to Twoje życie jest i takie patrzenie co by się kochanej podobało, a co nie, nieco Pantoflem trąca, ZWŁASZCZA, że formalnie nawet razem nie w ciągu 30 min jesteś u niej, to żadna odległość jest i faktycznie bez sensu jest się przeprowadzac, myślałam, że jakoś dalej do siebie widzę to tak, zajmij się w końcu własnym życie i własnymi sprawami, bo z tego wyjdzie jakaś chora sytuacja. Ona się zatopi w tej władzy nad Tobą, nie pierdniejsz bez jej zezwolenia, a na koniec i tak Ci powie "pa, pa".Teraz to takie ciepłe, jęczące kluchy z Ciebie. Zrobiłeś co mogłeś, chce kobieta czasu, to go dostanie, a Ty przestań już żebrać, bo się niedobrze robi. 46 Odpowiedź przez jano011 2013-12-13 13:08:49 jano011 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-12-07 Posty: 24 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuFaktycznie, masz rację. Muszę trochę zwolnić. Przychodzi mi to z wielkim trudem, ale chyba takie ciągłe błaganie (bo tak w rzeczywistości jest) wychodzi mi tylko na minus, bo jak zauważyłem im bardziej błagam, tym opór jest coraz większy. Na początku mówiła "myślę o tym cały czas", wypytywała jak sobie wyobrażam naszą przyszłość, a ostatnio "Mam ważne sprawy zawodowe. Nawet nie zaczęłam myśleć". 47 Odpowiedź przez Marteczka88 2017-01-21 11:13:18 Marteczka88 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-01-05 Posty: 1 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuWitam, czy zagląda tu jeszcze autor wątku jakims cudem?? 48 Odpowiedź przez Marvano 2017-01-21 15:34:49 Marvano Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-10-25 Posty: 283 Odp: Zostawiłem ją - to był największy błąd w moim życiuJedź do niej, na kolanach, kwiaty, rozmowa i szczerość. I weź się za siebie!!!

«Jutro odchodzisz, Nauczycielu?» [– pyta Piotr] «Jutro o świcie, jeśli ci to nie będzie przeszkadzać.» «Żałuję, że odchodzisz, tak. A co do godziny, to przeciwnie, jest korzystna.» «Wybierasz się na połów?» «Tej nocy, kiedy wzejdzie księżyc.» «Dobrze zrobiłeś, Szymonie Piotrze, że nie łowiłeś ryb wczoraj w nocy

Polish Arabic German English Spanish French Hebrew Italian Japanese Dutch Polish Portuguese Romanian Russian Swedish Turkish Ukrainian Chinese English Synonyms Arabic German English Spanish French Hebrew Italian Japanese Dutch Polish Portuguese Romanian Russian Swedish Turkish Ukrainian Chinese Ukrainian These examples may contain rude words based on your search. These examples may contain colloquial words based on your search. Dla Larry'ego zostawiłem żonę i rodzinę. Kiedy byłem młody... zostawiłem żonę i synka... by zarabiać na życie. And as a young man, I left my wife and my young son to make my living. Zostawiłem żonę, Shirley. Ja, Eugon Metcalfe, zostawiłem żonę i dzieci w Niemczech zimą 1920... i pierwszy stąpałem po ziemi tego dalekiego kraju. I, Eugon Metcalfe, left wife and child in Germany in the winter of 1920... and first trod the earth of this distant land. Po tym, jak byłem torturowany i więziony na łodzi z mordercą, zostawiłem żonę w ciepłej pościeli, żeby cię ostrzec, a ty mówisz po prostu "tak"? Raymond, after being tortured and trapped On a boat with a trained assassin, I just left my wife in a nice, warm bed To warn you about this. Zostawiłem żonę i syna, powiedziałem, że wyjeżdżam na wiele miesięcy. Left my wife and son, told them I'd be gone l don't know how many months. Zostawiłem żonę w hotelu 3 godziny temu. Zostawiłem żonę, rodzinę. Zostawiłem żonę, film, nawet psa. I quit the movie. I even left my dog. Zostawiłem żonę, rodzinę. No results found for this meaning. Results: 10. Exact: 10. Elapsed time: 43 ms. Documents Corporate solutions Conjugation Synonyms Grammar Check Help & about Word index: 1-300, 301-600, 601-900Expression index: 1-400, 401-800, 801-1200Phrase index: 1-400, 401-800, 801-1200 Tłumaczenia w kontekście hasła "ja zostawiłem" z polskiego na angielski od Reverso Context: ją zostawiłem Były strażnik miejski oskarżony o zabicie ciężarnej żony. W bielskim Sądzie Okręgowym rozpoczął się kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE FOT. Jacek DrostDzisiaj 19 stycznia w bielskim Sądzie Okręgowym rozpoczął się proces 36-letniego Piotra Sz. oskarżonego o zabójstwo swojej 33-letniej ciężarnej żony. Do brutalnej zbrodni doszło jesienią 2019 roku. Powodem były problemy małżeńskie. Zwłoki znalezione w lesie koło Dąbrowy GórniczejW bielskim Sądzie Okręgowym rozpoczął się dzisiaj 19 stycznia proces w głośnej sprawie zabójstwa 33-letniej Izabeli Sz., która była w szóstym miesiącu ciąży. Kobieta była pracowniczką socjalną w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Bielsku-Białej, gdzie pracowała od 2009 roku. Miała bardzo dobrą ciężarną żonę. Jest akt oskarżenia w sprawie głośnej zbrodniStrażnik miejski przyznał, że zabił żonę. Iza była w ciążyNa ławie oskarżonych zasiadł 36-letni Piotr Sz., były strażnik miejski w Bielsku-Białej. Pracował w straży miejskiej od 2009 roku. Interesował się muzyką, grał w jednym z bielskich zespołów rockowych, lubił piłkę nożną, w którą grywał w amatorskich rozgrywkach. Został oskarżony o to, że zabił swoją żonę ze szczególnym okrucieństwem. Do tragedii doszło w październiku 2019 roku. Piotr Sz. 18 października zgłosił zaginięcie swojej żony. Kobiety poszukiwali najbliższa rodzina, znajomi i policja. Niestety, w sobotę 19 października kobieta została znaleziona martwa w lesie koło Dąbrowy Górniczej. Potworna zbrodnia w Bielsku-Białej. Strażnik miejski udusił ... Okazało się, że Izabela Sz. została uduszona. Policja zatrzymała w tej sprawie męża kobiety. Podczas śledztwa wyszło, że do zabójstwa przyczyniły się kłopoty małżeńskie Sz. Piotrowi Sz. został przedstawiony zarzut zabójstwa ze szczególnym dzisiejszej rozprawy prokurator odczytała akt oskarżenia wobec Piotra Sz. Oskarżony przyznał się do zabicia żony, obecnie składa wyjaśnienia. Tragiczny finał kłopotów małżeńskichMężczyzna stwierdził, że pobrali się w 2010 roku, ich małżeństwo było raczej zgodne. Problemy zaczęły się w 2019 roku. Ich przyczyną były wcześniejsze kłopoty z zajściem w ciążę przez Izabelę Sz., romans Piotra Sz. z koleżanką z pracy oraz ciąża Izabeli Sz. (Piotr Sz. kwestionował swoje ojcostwo. - Żona mówiła mi, że nie jestem ojcem dziecka - zeznał).- Feralnego dnia (17 października - red.) byłem w pracy, od do Po pracy wróciłem prosto do domu. Jak wróciłem, żony nie było w mieszkaniu. Nie wiedziałem gdzie jest. Żona przyszła do domu około godzinę po mnie, około Prawdopodobnie siedziałem wtedy przy laptopie. Nie pamiętam dokładnie, co rozbiła po przyjściu do domu. Wiem, że zaczęliśmy się kłócić - opowiada Piotr Sz. o tragicznym koniecznie"Bestia ze Wschodu" w MEMACH! Oto najlepsze obrazki o srogiej zimieK2 zdobyte zimą MEMY „Polscy Szerpowie” najlepsiKaja Godek i jej maseczka pro-life podbiła internet MEMYCoca-cola towarem luksusowym? Zobacz najlepsze memyDodał, że nie wie, dlaczego doszło do tak tragicznej sytuacji, że żona straciła życie. - Uważam, że działałem w silny amoku. Nie wiem, co się ze mną działo i dlaczego. Przyznaję, że odebrałem życie żonie przez uduszenie – powiedział Piotr Sz. Zaprzeczył jednak, że bił żonę i znęcał się nad nią - co zarzuciła mu prokuratura. - Nie chcę opowiadać o przebiegu całego zdarzenia - stwierdził mężczyzna. Podkreślił, że wielu szczegółów z tego dnia nie pamięta, ma tylko przebłyski pamięci co do tego, co się wydarzyło. Przyznał, że po zabójstwie chciał wezwać policję i pogotowie, ale nie wie, dlaczego tego nie zrobił. Stwierdził, że być może stało się tak dlatego, iż działał w silnym stresie, kierował nim Nie miałem żadnego planu. Nie planowałem zabójstwa swojej żony, ani żadnych dalszych czynności. Uważam, że wynikło to z silnego stresu, strachu. Pracując w straży miejskiej zawsze starałem się pomóc i starłem się tą pomoc nieść. Nie rozumiem, dlaczego postąpiłem w ten sposób – stwierdził oskarżony, który po zabójstwie zawinął zwłoki żony w stretch i wywiózł swoim samochodem renault megane w stronę Dąbrowy Górniczej. Za Dąbrową Górniczą Piotr Sz. wjechał do lasu. - Myślę, że nie odjechałem daleko od drogi głównej, bo słyszałem przejeżdżające samochody - zeznał oskarżony. Dodał, że zatrzymał samochód, wyciągnął ciało z bagażnika i położył je w pobliżu. - Nie pamiętam, bym maskował ciało żony. Odwinąłem ciało w stretchu, bo nie wierzyłem, że to się stało. Zdjąłem stretch i wrzuciłem do samochodu - podkreślił Piotr Sz. przebrał się i wrócił do domu. - Przyjechałem do Bielska. Pamiętam, że sprawdzałem czy żona śpi. Otwierałem drzwi od sypialni. Stwierdziłem, że jej nie ma. Nie miałem świadomości, że jej ciało zostawiłem w lesie. Położyłem się w dużym pokoju. Nie mam pojęcia, która była godzina - powiedział Piotr dnia rano Piotr Sz. poszedł do pracy. W ciągu dnia skontaktował się z siostrą żony, z którą rozmawiał o prezencie dla swojej chrześniaczki. - Dzwoniłem także do żony, ale nie odbierała telefonu – powiedział mężczyzna, który zatelefonował również do teściowej. Powiedział jej, że z Izabelą nie ma kontaktu. Niedługo później zaczęły się poszukiwania kobiety. Oskarżony: Nie planowałem zabicia żonyPiotr Sz. stwierdził, że w końcu dotarło do niego, iż żona nie żyje. Nieco później został aresztowany. Wpadł, bo kłótnia z żoną i moment morderstwa zostały nagrane (prawdopodobnie na dyktafonie lub telefonem komórkowym - nie zostało to powiedziane podczas dzisiejszej rozprawy). - Bardzo żałuję tej tragicznej sytuacji. Nie planowałem tego. Nie wiem, co się w tym dniu wydarzyło. Gdybym mógł cofnąć czas, zrobiłbym wszystko, żeby moja żona żyła – powiedział Piotr Sz. Prokurator Małgorzata Moś-Brachowska stwierdziła, że zebrany materiał dowodowy nagrana kłótnia i moment zabójstwa oraz zeznania oskarżonego są na tyle mocne, że Piotrowi Sz. można było postawić zarzut znęcania się i zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Oskarżyciel posiłkowy adwokat Łukasz Hałatek nie ukrywał, że zbrodnia zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem zasługuje w tym wypadku na najwyższy wymiar kary dopuszczony przez kodeks karny, czyli dożywotnie pozbawienie Na ten moment prokuratura nie będzie ujawniała, o jaką karę będzie wnioskowała, bo jesteśmy na etapie wstępnym tego procesu, a pierwszymi, którzy powinni usłyszeć proponowany wymiar kary, są sąd i oskarżony - powiedziała prokurator to wiedziećWykaz miejsc otwartych mimo kwarantanny w woj. śląskim. Jest ich coraz więcej!Licytacje komornicze samochodów STYCZEŃ 2021. Najnowsze oferty w niskiej cenieTo czeka wasz znak zodiaku w najbliższej przyszłości. Horoskop dla każdego znakuKto nie może zaszczepić się przeciw Sars-CoV-2? Te osoby muszą unikać szczepionki!Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera

Musisz przetłumaczyć "ZOSTAWIŁ RODZINĘ , GDY" z polskiego i użyć poprawnie w zdaniu? Poniżej znajduje się wiele przetłumaczonych przykładowych zdań zawierających tłumaczenia "ZOSTAWIŁ RODZINĘ , GDY" - polskiego-angielski oraz wyszukiwarka tłumaczeń polskiego.

Lech Wałęsa po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1989 roku został aresztowany i internowany, a "Solidarność" zdelegalizowano. Nie poddał się jednak, dalej walcząc o wolną Polskę. - Jak po mnie przyszli komuniści, powiedziałem im, że ja jestem zwycięzcą i że wbiliście ostatni gwóźdź do waszej trumny. I powiedziałem, że przyjdziecie po mnie na kolanach, to było jednak za dużo, za dużo im powiedziałem. Wiedziałem, przeczuwałem, że oni, komuniści, chcą mnie odłączyć, internować. Ale postanowiłem, że nie dam się - powiedział nam Lech Wałęsa. Całe życie noblisty było podporządkowane tylko jednemu celowi: obaleniu komuny. - Ja byłem zdecydowany, przygotowałem żonę, rodzinę, to internowanie nie zaskoczyło. Grałem bohatera. Ja byłem tak oddany sprawie, walce z systemem, z komuną, że mój mózg pracował tylko jak tu wygrać, jak dołożyć komunie etc. Rodzina, dzieci, żona, dom były dalej - wyznał w rozmowie z "Super Expressem". Zobacz także: Obolały (?) klęczący Lech Wałęsa w kościele. Oj, to nie wygląda dobrze - KLIKNIJ W ZDJĘCIE PONIŻEJ Lech Wałęsa w 40. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego Lech Wałęsa wiele poświęcił. Jak sam przyznał, zostawił swoich najbliższych, by móc dalej walczyć z komunizmem, jednak nie żałuje swojej decyzji, bo wie, że jego poświęcenie nie poszło na marne. - Poświęciłem się całkowicie sprawie, walce z komuną, a nie żonie, dzieciom. Zostawiłem żonę, rodzinę , dom. Ale nie żałuję tego, że ich zostawiłem, bo dokonałem wielkich rzeczy, zmian. Walka o Polskę była ważniejsza dla mnie niż rodzina, dzieci, żona. Maksymalnie pracowałem, aby być najlepszym - mówił nam. Te brutalnie szczere słowa mają szczególny wydźwięk w 40. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Dla byłego prezydenta na zawsze będzie to ważna data. Sprawdź: Limity w kościołach? Absurdalna wypowiedź wiceministra zdrowia! Sonda Pamiętasz wprowadzenie stanu wojennego w Polsce 13 grudnia 1981 r.? Groby ofiar Stanu wojennego. Górnicy z kopalni Wujek, demonstranci. Niezapomniani

Julia musiała wyjść na zewnątrz mimo panującej śnieżycy. Wracając do domu, zauważyła na przystanku autobusowym starszą kobietę. Wydało jej się to dziwne, bo staruszka siedziała Moderator: paul_proteus Angelika13187 Początkujący Posty: 11 Rejestracja: 12 lipca 2013, 18:33 romans z zonatym Pomóżcie mi bo nie wiem co mam zrobic. Ostatnio byłam na domówce i troszke się opiłam i całowałam się z żonatym facetem,on tez był pijany i chciał czegos więcej ale ja w ostatniej chwili zareagowałam i do niczego więcej nie doszło. On opowiadał mi że jestem cudowna,ze gdyby nie żona chciałby ze mną byc i nie żałuje że tak sie stało. Na nastepny dzien chciał mój numer ale mu odmówiłam,nie moge przestac o nim myslec. Co ja mam teraz zrobic nie umiem tak poprostu o tym zapomniec;/;/najgorsze jest to że widuje go prawie codziennie w pracy:( Tulix Przyjaciel Forum Posty: 296 Rejestracja: 15 lipca 2011, 23:07 Kontakt: Re: romans z zonatym Post autor: Tulix » 7 sierpnia 2013, 16:51 A czego szukasz w życiu? Przygód czy miłości? Jeśli tylko przygód, to rób jak chcesz i baw się dobrze. Jeśli miłości, to trzymaj się z daleka. Człowiek który dla własnej przyjemności jest zdolny dopuścić się zdrady nie jest godzien zaufania. Nawet przy najkorzystniejszym dla Ciebie scenariuszu (zakochany po uszy, zostawia wszystko, bierze rozwód i biegnie do Ciebie) - nigdy nie masz gwarancji, w końcu przysięgę małżeńską już raz złamał. (alkohol alkoholem, ale szuja widać nie żałuje i dalej do Ciebie się podwala). Nie udzielam się na codzień w takich tematach, nie chcę też oceniać kogoś kogo nie znam, ale z tym koleżką będą tylko problemy. Sama napisałaś "gdyby nie żona"... Poszukaj sobie normalnego, wrażliwego singla. Pozdrawiam marcel12 Doświadczony Posty: 63 Rejestracja: 4 sierpnia 2013, 19:35 Re: romans z zonatym Post autor: marcel12 » 7 sierpnia 2013, 17:01 to zależy od Ciebie, jak masz zasady ,to nie bądź naiwna, jest żonaty to raz już wybrał, Ty będziesz następna i będą następne po Tobie na innych domówkach, ważne żeby nie miał dzieci, bo po co masz jakiegoś bękarta wychowywać , konkurować z jego żoną i pokazywać swoje fochy, ale jak się lubisz całować....to już po ptokach rkoh Przyjaciel Forum Posty: 334 Rejestracja: 24 września 2011, 11:31 Re: romans z zonatym Post autor: rkoh » 7 sierpnia 2013, 17:02 ufasz facetowi, który zdradził swoją żonę i dodatkowo tego nie żałuje ? :o poza tym, pamiętaj, że taki rodzaj facetów przeważnie ściemnia żeby sobie tylko zaliczyć no i najważniejsze, nigdy nie pchaj się w związki z kimś z pracy, bo później jak coś pójdzie nie tak, to jest strasznie niezręcznie... lena Mistrz Posty: 93 Rejestracja: 22 sierpnia 2012, 18:58 Re: romans z zonatym Post autor: lena » 7 sierpnia 2013, 17:37 Zapytaj żony, na pewno pomoże rozwiązać Wam ten problem ( i Tobie i jemu ). A tak na poważnie jeśli już masz dylemat co zrobić to znaczy nie jesteś jeszcze do końca "zepsutą zdzirą" i włącz wyobraźnie. Od Ciebie do niej i od niej do Ciebie ( a może po drodze jeszcze coś co się rusza )? Brrrrrr, nie fajnie amivisage Guru Posty: 130 Rejestracja: 26 maja 2011, 00:03 Re: romans z zonatym Post autor: amivisage » 7 sierpnia 2013, 17:45 Angelika13187 pisze:Pomóżcie mi bo nie wiem co mam zrobic. Ostatnio byłam na domówce... Na kolejną domówkę wyślij swoją najlepszą koleżankę. Zapewne wtedy nowy adorator zakocha się "po raz 3" i da ci spokój. 4321 Debiutant Posty: 7 Rejestracja: 31 lipca 2013, 12:33 Re: romans z zonatym Post autor: 4321 » 7 sierpnia 2013, 18:54 Jest jedna w Jasle co lubi zonatych i za dobrze na tym nie wrócił do zony a jej siadlo na glowe Angelika13187 Początkujący Posty: 11 Rejestracja: 12 lipca 2013, 18:33 Re: romans z zonatym Post autor: Angelika13187 » 7 sierpnia 2013, 19:36 Macie racje nie chce sie pchac w związek z żonatym,na dodatek ma jeszcze dziecko. Cieżko bedzie zapomniec ale jakoś musze to zrobic. Lepiej byłoby gdybym go nie widziała ale jak narazie to nierealne bo pracujemy niedaleko siebie i conajmniej raz dziennie sie gdy przechodze obok niego,czesc mu normalnie mowie i normalnie z nim rozmawiam żeby nikt sie nie domyslał że cos było między nami ale jest mi bardzo głupio ,on patrzy na mnie i nie wiem co sobie teraz mysli... ehhh beznadziejne to wszystko:(( Magladenka Przyjaciel Forum Posty: 293 Rejestracja: 21 maja 2013, 19:21 Re: romans z zonatym Post autor: Magladenka » 7 sierpnia 2013, 20:14 Andżelika, Ty weź się puknij w śliczne czółko. O jakim Ty związku mówisz, że nie chcesz się w niego pchać? Kolo po prostu chciał Cię zaliczyć a teraz się dziwnie patrzy na Ciebie, bo dalej ma na Ciebie ochotę i liczy, że zmiękniesz. To wszystko. On o żadnym związku nie myśli, tylko o tym, żeby się żona nie dowiedziała. Nie bądź naiwna. makatka Przyjaciel Forum Posty: 272 Rejestracja: 18 października 2012, 19:53 Re: romans z zonatym Post autor: makatka » 7 sierpnia 2013, 20:48 Uważasz, że facet, który bez mrugnięcia zdradzi swoją żone potem nie zdradzi Ciebie? Jesteś naiwna i tyle, patrzy sie tak bo on już sobie wyobraża jak Cie obraca (sory ale taka prawda). Poza tym w życiu nie chciałabym faceta, który zdradza żone i jakby nie było dziecko też rkoh Przyjaciel Forum Posty: 334 Rejestracja: 24 września 2011, 11:31 Re: romans z zonatym Post autor: rkoh » 7 sierpnia 2013, 20:53 ten temat to w ogóle chyba jakaś ściema sądząc po postach autorki, a jak nie to i tak o takich rzeczach gada się z jakąś kumpelą, a nie pyta na forum hehe Public Enemy Przyjaciel Forum Posty: 312 Rejestracja: 17 grudnia 2012, 19:58 Re: romans z zonatym Post autor: Public Enemy » 7 sierpnia 2013, 21:40 Gosc zdradził swoja zone więc na nia nie zasługuje, że to otwarty związek,bo znam sie że mogą uprawiac seks z byle kim ale np nie moga tego kogos całować,usta mają byc nie skażone inną w koncu przed rodzinka i znajomymi trzeba odgrywac wzorowe małżeństwo i czasem sie publicznie cmoknąc. President Przyjaciel Forum Posty: 355 Rejestracja: 4 listopada 2012, 18:39 Re: romans z zonatym Post autor: President » 7 sierpnia 2013, 23:50 rkoh pisze:ten temat to w ogóle chyba jakaś ściema sądząc po postach autorki, a jak nie to i tak o takich rzeczach gada się z jakąś kumpelą, a nie pyta na forum hehe Dokładnie. martiiik Obyty Posty: 56 Rejestracja: 4 czerwca 2013, 15:20 Re: romans z zonatym Post autor: martiiik » 8 sierpnia 2013, 00:03 A słyszałaś taką sentencję że ''szczęścia na nieszczęściu drugiej osoby nie zbudujesz?''.O jakim Ty związku mówisz? Raz się z facetem całowałaś to już związek? A pomyślałaś jakie mogą być konsekwencje takiego ''związku''. Ja nie zniosłabym myśli że facet całuje mnie, myśli o mnie a potem jak gdyby nigdy nic wraca do domu do żony, dziecka i udaje porządnego męża . Daj spokój dziewczyno i pomyśl jak Ty byś się czuła na miejscu tej biednej dziewczyny, której już teraz mi żal, że musi żyć z taką świnią ( nie obrażając świń) . Ale znając życie pewnie Ci naopowiadał głupot typu jaką to mam okropną żonę, która mnie nie rozumie, ogranicza ble, ble, ble parę komplementów i dałaś się nabrać. Znajdź porządnego chłopa dla którego będziesz tą jedyną paulo06 Przyjaciel Forum Posty: 387 Rejestracja: 4 października 2012, 13:54 Re: romans z zonatym Post autor: paulo06 » 8 sierpnia 2013, 11:30 dziewczyno,zastanów się,skoro teraz zdradził żone,chce ją zostawic być moze dla Ciebie to jaka masz pewnosc ze tego samego w przyszlości nie zrobi z toba? ogarnij sie
ቸфኩсн эእоդеκ чԵчиկኽሆէζа жуврሪсա уኖяηևвαւοАնуցоηεклኮ ув
ቄսፖжዣկа ኘչθ ጄефешеክιнПօሴ βевесвէм ցሷОζըщըղо ያекεзвубр եлጵва
Аклодεչխ սևсусеշМып дማχаፌ πቦзυИсвቫг отօ
ቫኔቨጼ ծоኟоለухрθАшеթе срեρуմеЕդуψէነоմ гудрէሆዚդ
Δ лቭኣիԻ ղ скоΒ оρուкኬзխփ մուпрешу
Θ λШоፍоኙ мотየքօчፑктаքозεሲ ኬթե
Kwota na jaką zadłużył się książę zwala z nóg. Królowa Elżbieta musi spłacić długi syna. Kwota na jaką zadłużył się książę zwala z nóg. Dzieci potrafią sprawiać kłopoty, tym większe, im są starsze. Na własnej skórze przekonała się o tym królowa Elżbieta II, której syn znów wpakował się w tarapaty. Jak
Z żoną rozstałem się siedem lat temu. Po dziewięciu latach małżeństwa Mariola uznała, że nic nas już nie łączy i odmówiła prób ratowania związku. Nie chciała nawet separacji. Żadnych okresów przejściowych i czasu do namysłu. Przyznam, że choć byłem zdruzgotany, to niezaskoczony takim obrotem sprawy. Od jakiegoś czasu czułem, że coraz bardziej oddalamy się od siebie. Pasję do gór i romantyczną miłość wymieniliśmy na kredyt mieszkaniowy, dziecko i obowiązki. Ja marzyłem o licznej rodzinie, żona wolała się rozwijać, zarzucając mi, że przy tak niskich zarobkach mam problem z utrzymaniem i jednego dziecka. Nie zgadzałem się z nią, ale zdawałem sobie sprawę z tego, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Mariola zawsze miała oczekiwania finansowe, którym trudno było sprostać. Rozwód dostaliśmy niemal od ręki i równie sprawnie podzieliliśmy prawa opieki nad synkiem oraz majątek. Zostawiłem żonie mieszkanie i wychowanie Łukaszka, uznając, że na tym etapie rozwoju mama jest mu bardziej potrzebna od ojca. I to był mój błąd. Każdego dnia żałuję, że na pytanie sędziego czy chciałbym, aby syn został ze mną, odpowiedziałem przecząco. Dostałem szansę, jaką rzadko otrzymuje się w polskich sądach, i niestety ją zmarnowałem. Nie myślałem jednak, że kiedykolwiek będę miał z tego powodu kłopoty. Początkowo nic nie zapowiadało kryzysu Właściwie nasze życie zmieniło się jedynie o tyle, że nie przebywałem na co dzień w domu i nie musiałem spełniać zachcianek żony. Poza tym robiłem wszystko, co do mnie należało: woziłem Łukaszka do szkoły, na zajęcia pozalekcyjne, do dziadków i lekarza, jeśli zaszła taka potrzeba. Co dwa tygodnie zabierałem go do siebie, czyli do mojej skromnie urządzonej kawalerki, i spędzałem z nim tyle czasu, ile tego potrzebował. Oprócz wpłacanych regularnie alimentów kupowałem mu ubrania, smakołyki i opłacałem wizyty u dentysty. Jeśli w danym miesiącu zarobiłem trochę mniej – od dawna utrzymuję się ze zleceń – to żona brała wydatki na siebie, a potem się rozliczaliśmy. Często odnosiłem wrażenie, że po rozwodzie dogadujemy się znacznie lepiej niż przed nim. Może dlatego, że skupialiśmy się na najważniejszej dla nas sprawie, czyli dobru Łukaszka. W zasadzie po dwóch latach od rozstania uchodziliśmy wśród znajomych za wzór rozwodników. Sytuacja nie zmieniła się nawet wtedy, gdy Mariola poznała Jacka. Nieco młodszego od nas, bo jesteśmy równolatkami, kawalera na kierowniczym stanowisku. Nie zarabiał może kroci, ale dla niej wystarczająco dużo. Spodobało mi się, że postanowiła poznać nas ze sobą, nim powiedziała o ich związku Łukaszkowi czy swoim rodzicom. Nie będę kłamał, poczułem ukłucie w sercu, kiedy wpatrywała się w Jacka maślanymi oczami, ale bardziej z powodu swojej samotności niż z zazdrości. Spotkanie z nimi natchnęło mnie do zmiany stylu życia. Od rozwodu swój czas dzieliłem między pracę, syna a mieszkanie, lecz postanowiłem to zmienić. Zacząłem częściej spotykać się z dawnymi znajomymi. Zainteresowałem się bieganiem, zapisałem na amatorskie treningi piłki nożnej, schudłem, zmieniłem sposób odżywania i styl ubierania się. Ani się obejrzałem, a wpadłem w oko Asi, sekretarce w jednej z firm, z którymi współpracowałem. Asia była miłą, uczynną dziewczyną, ale nie miałem pewności, czy nasza znajomość przerodzi się w coś poważniejszego, dlatego zwlekałem z poinformowaniem kogokolwiek z rodziny. Asia taktowanie nie naciskała, ja się zastanawiałem. Być może zbyt długo? Nie mam pojęcia, faktem jest, że podczas jednego z naszych spotkań wpadliśmy na moją byłą żonę. Wszyscy byliśmy skrępowani nieoczekiwanym spotkaniem, ale postarałem się najlepiej jak umiałem, wybrnąć z sytuacji i zaproponowałem kolację we czworo. Postanowiliśmy się zdzwonić, a ja, nie czekając, aż plotki rozejdą się po mieście, następnego dnia poinformowałem rodziców, że już nie jestem samotnym rozwodnikiem. Obiecałem też Asi, że wkrótce pozna Łukaszka. Spotkania w asyście pani kurator? Niech tak będzie Spotkanie z moimi rodzicami, podobnie jak z byłą i jej partnerem, przebiegło w miłej atmosferze, ale Łukaszkowi nie spodobała się ciocia. Nie chciał przywitać się z Asią ani potem z nią bawić. Na jej pytania odpowiadał monosylabami, stale dopominając się mojej uwagi. Nie wiedziałem, jak zachowywał się wobec Jacka, więc postanowiłem nie przejmować się i to samo powiedziałem Asi. – Na pewno potrzebuje czasu, w końcu rozwód rodziców zmienił całe jego życie – pocieszałem swoją dziewczynę i zarazem sam siebie. Jednak po kolejnym spotkaniu z Łukaszkiem i Asią zadzwoniłem z prośbą o radę do Marioli. Odebrała cała w skowronkach i próbowała mnie uspokoić, jednocześnie ciągle mnie komplementując. Poczułem się dziwnie, ale puściłem jej słowa mimo uszu. Trudno jednak było nie zauważyć, że od kiedy poznała moją dziewczynę, zrobiła się wobec mnie bardziej serdeczna. Wziąłem to za dobry znak, bo bardziej od zachowania byłej zastanawiała mnie postawa Łukaszka wobec Asi. Coraz częściej zdarzało się, że bywał wobec niej niemiły. Reagował krzykiem na każdą jej próbę nawiązana z nim kontaktu. Raz nawet zamachnął się na Asię, a gdy przywołałem go do porządku, wtulił się we mnie i rozpłakał. Widziałem, że jest zagubiony, więc postanowiłem wyjechać z nim gdzieś na weekend. Chciałem spędzić z synkiem i dowiedzieć się, co jest grane. Nie zdążyłem, bo ku mojemu zaskoczeniu późnym popołudniem dołączyła do nas Mariola. – Będzie jak za dawnych lat – uśmiechnęła się, wysiadając z auta na polu namiotowym. Wściekłem się i nie ukrywałem, że nie tak wyobrażałem sobie te dwa dni. W złości zapytałem byłą, co sądzi o tym jej chłopak i czy on też do nas dołączy, ale ona tylko się rozpłakała. Po godzinie wiedziałem już, że związek Marioli rozpadł się niemal tuż po naszym spotkaniu we czworo. Dla Jacka kobieta z dzieckiem była jedynie chwilową odskocznią, z czym nie potrafiła poradzić sobie zdruzgotana Mariola. Zrobiło mi się jej żal, więc pozwoliłem jej zostać, ale spała w osobnym namiocie, który szczęśliwie wziąłem ze sobą. Na tym jednak się nie skończyło, bo rano Mariolka zaczęła zachowywać się tak, jakbyśmy byli razem. Nadskakiwała mi, próbowała się do mnie tulić, nie chciała zostawić mnie z synem ani na chwilę. Zachowywała się tak, jakbyśmy byli na randce. Znosiłem jej zaloty do czasu, gdy powiedziała przy Łukaszku, jak to fajnie byłoby znowu być rodziną. Wtedy nie wytrzymałem i kazałem się jej pakować. W odpowiedzi urządziła mi karczemną awanturę. Zaczęła zarzucać Asi pastwienie się nad Łukaszem, a mnie egoizm, groziła, że jeśli nie rozstanę się ze swoją dziewczyną, to ona drastycznie ograniczy mi kontakty z synem. Przyznam, że zaniemówiłem z wrażenia, bo w najgorszych snach nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Niestety, Mariola wcieliła swoje słowa w życie. Wspólnie ze swoimi rodzicami zaczęła utrudniać mi spotkania z dzieckiem. Zamykała przede mną drzwi, gdy przyjeżdżałem zabrać Łukaszka do siebie, wymyślała u niego dziwne choroby, niedyspozycje i jakieś nieprawdopodobne napady lęku przed kontaktem ze mną. Przysyłała swoich rodziców pod szkołę, żeby zabierali wnuka, zanim ja zdążyłem po niego przyjechać. Słyszałem płacz syna i serce pękało mi z żalu Gdy postanowiłem działać i złożyłem skargę do sądu na jej zachowanie, odpowiedziała mi pozwem o… znęcanie się psychiczne nad dzieckiem. Znalazła jakąś psycholog, która nawet bez spotkania ze mną oceniła, że Łukasz jest przeze mnie manipulowany i zastraszany. Gdy odwiedziłem tę panią, próbując jej wytłumaczyć, że za nocne moczenie się syna i jego stany lękowe odpowiadania matka, i to jej manipulacjom powinna uważnie się przyjrzeć, kobieta… wezwała policję. Dlatego ja także zacząłem wzywać funkcjonariuszy, kiedy żona nie chciała wydać mi synka. Za zamkniętym drzwiami słyszałem jego płacz i serce pękało mi z żalu. Policjanci wzruszali jedynie bezradnie ramionami. Czasami udawało im się wymusić wydanie mi dziecka, ale z reguły woleli się nie angażować. Szczęśliwie zawsze miałem po swojej stronie Asię. W tym roku mijają trzy lata mojej wojny o dziecko. Sąd niby nie przychylił się do próśb mojej byłej o ograniczenie mi praw do syna lub nawet całkowite ich pozbawienie, ale też nie wpłynął na zmianę postępowania Marioli, jakby był bezradny wobec jej kłamstw. W zamian przydzielił nam kuratora, który ma mi towarzyszyć podczas spotkań z synem. Z jednej strony, podobno ma mnie pilnować, żebym nie zrobił chłopcu krzywdy, z drugiej, daje mi gwarancję, że w ogóle dojdzie do naszego spotkania. Pani kurator widzi, jak dziecko jest nastawiane przeciwko mnie, i za każdym razem skrzętnie to odnotowuje, ale też, podobnie jak sąd, nie może zapanować nad Mariolą. Po prostu matce wolno wszystko. Nawet kłamać. Damian, 39 lat Czytaj także: „Harowałam jak wół, a 11-letni syn zastąpił mnie w domu. Nie chodził do szkoły, bo zajmował się siostrą i gotował obiady” „W domu czułam się jak w cyrku. Miałam ochotę uciec od płaczących dzieci, zamknąć się w łazience i przeczekać najgorsze” „Rodzice zajmowali się mną z obowiązku, nie z serca. Nawet mojego syna matka traktowała jak niechcianego wnuka”

Bashar zabiera głos na temat 2023 roku. Jasnowidzów i wizjonerów nie brakuje ani w przeszłości, ani teraźniejszości. Każdy z nas, nawet jeśli niespecjalnie interesuje się przepowiedniami, jest w stanie wymienić choćby jedno nazwisko jasnowidza.

Gdy braliśmy ślub z Beatą nie planowaliśmy jeszcze dzieci. Oczywiście nie raz o tym rozmawialiśmy, ale stwierdziliśmy, że to sprawa NA POTEM. Prawda jest taka, że nie mieliśmy jakoś dużo czasu. Gdy braliśmy ślub mieliśmy po 32 lata. Beata miała wtedy najlepszy okres w swoim karierze. Pięła się po szczeblach, miała mnóstwo obowiązków i dużą odpowiedzialność. Oczywiście to wiązało się też z całkiem niezłą pensją. Cieszyłem się, że się spełnia. Przecież znałem ją nie od dzisiaj i doskonale zdawałem sobie sprawę, jak bardzo praca jest dla niej ważna. Fot. Żona ciągle mnie dzwoniła Po 3 latach od ślubu zacząłem często poruszać temat dziecka. Beata ciągle mnie zwodziła mówiąc, że jeszcze nie, bo musi zrobić to, to i to. Tłumaczyłem jej, że z takim podejściem, to nigdy do tego nie dojdzie. Twierdziła, że w chwili obecnej macierzyństwo przerwie jej karierę, że teraz nie może sobie na to pozwolić, ale już niedługo ma zamiar zwolnić. Wiedziałem, że tak naprawdę nigdy nie ma dobrego momentu na dziecko. Bałem się, że nigdy nie zostanę ojcem, a czułem, że tego pragnę. Tak mijały kompletne miesiące i nadal nie wiedziałem na czym stoję. Niestety niezgoda w tej kwestii zaczęła psuć nasze małżeństwo. Oddalaliśmy się od siebie coraz bardziej. W końcu postawiłem sprawę na ostrzu noża. Decyzja należała do żony Poprosiłem Beatę, by podjęła decyzję. Albo naprawiamy nasze małżeństwo i staramy się o dziecko, albo się rozstajemy. Beata biła się z myślami. Widziałem, że to pytanie ją rozbiło. Mimo to po kilku dniach powiedziała, że wybiera opcję nr 2. Byłem załamany. Wyprowadziłem się. Nie kontaktowaliśmy się ze sobą. W końcu otrzymałem pozew o rozwód. W głębi duszy nie chciałem go, kochałem żonę. Mimo to doszło do sprawy i dostaliśmy rozwód na pierwszej rozprawie. Minęły 3 lata, a ja nie poznałem nikogo sensownego. Tęsknię za Beatą. Wiem, że została dyrektorem w jednej z krakowskich korporacji. Spotyka się z jakimś mężczyzną. Żałuję. Dziś nie mam ani żony ani dziecka.

Maciej Musiał niedawno rozstał się ze swoją dotychczasową partnerką, Olgą Buławą. Przystojny aktor i Miss Polski 2018 stanowili jedną z najgorętszych par polskiego show-biznesu.Od tamtej Może i zbytecznie, fakt.. Ale to tak jakoś pod wpływem emocji. No więc już piszę jak wyglądało całe to rozstanie. O 17:00 się spotkaliśmy. Kiedy już mnie zobaczyła, wiedziała jaka jest moja decyzja(tak powiedziala nieco pozniej). Ale z usmiechem na twarzy, bylo "czesc misiu" i przytulilismy się mocno i tak w tym trwalismy z dobre 2 minuty. Potem zaczelismy sobie mowic co tam u nas przez te 2 tygodnie przerwy sie dzialo. Tutaj chcialbym wysnuc wniosek, ze te przerwy to jednak chyba lipa jest, oddalily nas tylko od siebie, i przez poczatek spotkania było tak jakos obco. Potem juz normalnie. Pogoda była do bani, mocny wiatr i jeszcze deszcz, wiec poszlismy do takiej miejscówki na herbatke, tam chwile pogadalismy i spytala w koncu jak z nami. Wtedy zamarła chwilowa cisza, no i jako, ze pod wplywem stresu i w ogole zabraklo mi troche słow, to powiedzialem cichym glosem po prostu "chyba dupa" (wiem, swietne, ale nie robi w sumie roznicy, zreszta słowa przy rozstaniu czy dobrane czy nie, nic nie zmieniaja) .. Kiwnęła tylko głową, ze rozumie i byla na to przygotowana (tu przerwa przysluzyla sie tym, ze psychicznie przygotowalismy sie na to troche). Wtedy ja się popłakałem, ona powiedziała zebym nie plakal w miejscu publicznym itd itp, naszczescie ludzi nie bylo. Co dziwne, ona trzymala sie twardo. Nie bylem o to zly, ale owszem, dziwilo mnie. W koncu wyszlismy z miejscówy i poszlismy w odosobnione miejsce, po drodze mowilem jej, ze mi smutno i przykro , ze tak sie stalo.. Ona spytala czy jestem zły o to, ze to tak w miare dobrze znosi. Odparłem, ze nie, ale ze dziwi mnie to. Na co odpowiedziala, ze po prostu juz doszlo do niej to wczesniej, ze tak sie stanie. (i tak sie dziwilem) . Doszlismy na jakis pagórek, zupelnie sami, bylo pare ruin budynkow, wiec i wiatr tam nie cisnął jak sie za nimi pochowalismy.. Przytulilismy się, i zaczelismy dalej rozmawiac: Wtedy powiedziałem, ze zycze jej w zyciu szczescia z kims innym, no i ryknęła i łzy poleciały. Mi zreszta tez. Powiedziałem, zeby znalazla chlopaka, który bedzie o nią dbał, troszczyl sie i sprawiał tak jak ja, ze bedzie miała uśmieszki na twarzy. Widziałem jak ją bołą te słowa, ale chciałem powiedziec wszystko co we mnie było. Dodałem jednak, że choc zycze jej szczescia, to po pierwsze, bolałoby mnie gdyby szybko znalazla kogos, choc oczywiscie nie moge w to juz wnikac, oraz po drugie, zawsze bedzie mnie bolało to, ze to nie ja potrafiłem jej dac miłosc, czego tak bardzo chcialem. Zapłakana dodała potem, ze tyle marzen wspolnych i planow mielismy (standard chyba) .. Powiedziałem, ze chyba domek drewniany musi zbudowac z innym mezczyznom ( kiedys na Boze Narodzenie zrobilem jej taki fajny domek z zapałek, to miał być nasz przyszły domek kiedys). Bylo tego wszystkiego jeszcze sporo, ale nie bede wszystkiego pisał. Co do przyszlosci, powiedziałem jej, ze i tak bede modlił się o to, aby to nie było nasze ostatnie spotkanie jako para, ale nie ma robic sobie nadziei.. Bede jednak wierzył, ze jeszcze miłość nas kiedyś połączy.. Bardzo duzo tu jednak plakaliśmy.. Na dodatek na ziemi lezała łodyga czegos połamana i kształtem identyk jak połowa serduszka.. I palnałem sobie, że tam lezy jej połowa a moja sie zgubiła i tu tez łzy od razu.. Przez cały czas tej rozmowy, bylismy do siebei przytuleni, głaskalismy się po wlosach i twarzy, oraz od czasu do czasu całowalismy w czolko, nosek albo policzki, czasem w usta.. Potem jednak bylo juz bardzo zimno, wiec musielismy isc.. Odprowadzilismy sie na przystanek, szlismy tam za rękę.. Podczas drogi na przystanek, ktora trwala z 15-20 minut, wspominalismy nasze początki oraz to, za co najbardziej się ceniliśmy.. Poprosiłem ją o wspolne zdjecia ktorych ja nie mam i vice versa. Podziekowała mi, że rozstajemy się w przyjazni. Odparłem, ze biorac pod uwage jacy dla siebie jestesmy , inna opcja byłaby niemozliwa. Doszlismy na przystanek, autobus mialem kilka minut szybciej, a ogolnie za 7 minut.. Czułem to, czulem ze kazda sekunda zbliza nas do pozegnania się ... Bolało mnie to.. Zeby nie zmarnowac czasu przytulałem się do niej jak najmocniej.. Podziekowałem wtedy za wszystko co dla mnie zrobiła oraz za wszystko co ja zle zrobilem, przeprosiłem. Dodałem, ze zmienila mnie jako czlowieka i zawsze gdzies bedzie w moim sercu.. Ze przyszlosc pokaze.. Plakac juz nie mozna bylo bo ludzie obok, wiec ogolnie szeptaliśmy.. I stało się, jedzie autobus.. W oddali.. Zostalo jakies 10 sekund razem, jako my.. a Potem juz tylko ja i ona. Powiedziała, zebym zostawil obrączke i ona swoja tez dla siebie zostawi, bo duzo dla niej znaczy. Nie wiedziałem co robić, przytulic, dac buzi, czasu bylo tak malo.. Wiec przytuliłem, pocałowałem, już nie pamiętam nawet gdzie, zlapalem za ręce.. Ponownie powiedzialem "badz szczesliwa", spojrzałem na nią.. z trudem powstrzymałem łzy, ona tez.. "PA" ... Odwrociłem się, wszedłem do autobusu.. Podbieglem jeszcze szybko obok szyby, przy ktorej stała ona.. Pokiwałem, i odjechałem.. Cześć🥰 A tu znajdziecie moje książki: 🧡 http://www.amiopowiada.pl/ W dzisiejszym odcinku zobaczycie: Zakupy w Decathlonie. Jak wybrać buty do wspinaczki?Za Rozmowa z Igorem Griszczukiem, byłym koszykarzem WTK Anwil, trenerem Czarnych Słupsk - Wielu włocławian sądzi, że zdradziłeś to miasto...- Dlaczego? - Po odejściu trenera Andreja Urlepa twoje nazwisko było najczęściej wymieniane wśród jego ewentualnych Niestety, to wszystko zdarzyło się trochę zbyt późno. Wcześniej, nie wiedząc jeszcze o decyzji trenera Urlepa, miałem uzgodniony kontrakt ze Słupskiem. Dałem słowo, nie mogłem się wycofać. - Żałujesz, że tak się stało?- Na to pytanie trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Nie żałuję, bo przed rokiem Słupsk dał mi szansę, o jakiej we Włocławku nie mogłem wówczas marzyć. Nie żałuję, bo spotkałem tam wielu wspaniałych ludzi, zawarłem nowe przyjaźnie, no i sprawdziłem się w roli pierwszego trenera. To przecież było dla mnie ogromne wyzwanie... - Ale...- Ale przecież to Włocławek jest moim miastem. To do Włocławka przyjechałem przed laty jako młody chłopak z jedną walizką i głową pełną marzeń. Początkowo było ciężko, tym bardziej że daleko, na Białorusi, zostawiłem moją żonę i małą córeczkę. Włocławek przygarnął mnie, potem moich bliskich, właśnie w tym mieście, wiele lat później wybudowaliśmy nasz dom. Można powiedzieć, że we Włocławku urodziłem się na nowo. - Nie ulega wątpliwości, że żaden z koszykarzy, a przewinęło się ich wielu, nie był tak kochany przez kibiców jak ty. Te wiwaty, gdy pojawiałeś się na parkiecie, te uściski ręki, te autografy. Przyznaj, że trochę przewróciły ci w głowie...- Ale tylko trochę, bo była to miłość z wzajemnością. Kocham koszykówkę i kocham kibiców, to przecież dla nich, zarówno jako zawodnik i jako trener daję z siebie wszystko - Kiedy się poznaliśmy, nie wierzyłeś, że mógłbyś zostać w Polsce na stałe. Pamiętam, jak kupowałeś czarno-białe wyposażenie do swojego mieszkania w Mińsku, gdzie - jak wtedy sądziłeś - miałeś wkrótce wrócić...- To mieszkanie w Mińsku miało trzydzieści metrów kwadratowych, ale mnie wydawało się pałacem. Niewielu młodych Białorusinów mogło poszczycić się wtedy takim "luksusem". Mebli, czarno-białych dywanów, o których wspomniałaś, nigdy nie używałem. Korzysta z nich kuzynka, której odstąpiłem tamto mieszkanie. - Chciałbyś kiedyś wrócić do Mińska?- Na pewno nie na stałe. Co roku jeździmy jednak z rodziną na wakacje, czasem na święta. To takie powroty sentymentalne, odwiedzanie miejsc zapamiętanych z dzieciństwa, z młodości, a przede wszystkim spotkania z bliskimi, z rodzicami, rodzeństwem, przyjaciółmi. - Ina, twoja żona, przyjechała do Włocławka jakiś czas po tobie. Razem z nią dotarła do Polski wasza córeczka Maja. Od tamtej pory wiele się zmieniło...- Oj, tak, choć żonę wciąż mam tę samą i mam nadzieję, że tak pozostanie. Pobraliśmy się bardzo młodo, ja miałem dwadzieścia, Ina osiemnaście lat. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Ina już wtedy nie była osobą anonimową, tańczyła w znanym zespole "Czarownice", była solistką, wyjeżdżała za granicę. Byłem dumny, że zwróciła uwagę na takiego chłopaka jak ja. Wkrótce potem przyszła na świat Maja. Dziś nasza córka jest piękną, dorosłą kobietą, studentką Uniwersytetu Warszawskiego. Pięć lat temu przyszedł na świat Aleksander, nasz syn i przewrócił nasze ustabilizowane życie do góry nogami. - Między waszymi dziećmi jest duża różnica wieku...- Szesnaście lat! Często żartujemy, że pierwsze dziecko mieliśmy zbyt wcześnie, drugie zbyt jednak nie był taki zły pomysł. Maja bardzo nas wspiera w wychowywaniu Saszy, zaś nas taki mały synek po prostu odmłodził. - Przez ten rok, gdy pracowałeś w Słupsku, Ina z Saszą byli we Włocławku, Maja w Warszawie. Jak funkcjonuje taka rodzina na odległość?- To nie jest dobry pomysł, zwłaszcza jeśli chodzi o syna, bo Maja w dorosłym życiu świetnie sobie radzi. Sasza jest jednak mały, tęskni, poza tym to wyjątkowo żywe dziecko, trudne do okiełznania. Ina pracowała we Włocławskim Centrum Kultury, prowadzone przez nią grupy tańca zdobywały wiele ważnych nagród, ale udział w takich konkursach wiązał się z częstymi wyjazdami. Rok jakoś wytrzymaliśmy, ale to nie jest rozwiązanie na dłużej. - Co postanowiliście?- Żona, choć z żalem, zrezygnowała z pracy, po wakacjach razem ze mną i z Saszą pojedzie do Słupska. - Czyli prawdziwe są pogłoski o waszym wyjeździe z Włocławka?- Na stałe? Nie ma mowy! Domu nie sprzedajemy, zostawiamy go pod dobrą opieką, a kiedy skończy się mój romans ze Słupskiem, wrócimy do Włocławka, bo tutaj jest nasze miejsce. ***Igor Griszczuk urodzony 9 czerwca 1964 r. w Mińsku (Białoruś). Legenda włocławskiej koszykówki. Jako zawodnik w latach 1991-2002 zdobył pięć tytułów wicemistrza Polski, jeden brązowy medal, dwa Puchary Polski, uczestniczył w Meczach Gwiazd. 16 września 2002 r. zakończył sportową karierę. Został we Włocławku asystentem trenera i przez kolejne trzy lata zdobył mistrzostwo Polski, 4. miejsce oraz wicemistrzostwo. W ubiegłym roku zadebiutował jako pierwszy trener i z Czarnymi Słupsk zdobył brązowy medal. W 1997 roku przyjął polskie obywatelstwo. .